Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Toya, dystrykt Shannon, tani motel, 19 julius 831.M41, godz. 23.50
Motelowy pokój okazał się klaustrofobicznie ciasny i raził w oczy nie tylko odchodzącą ze ścian farbą, ale i trzeszczącymi starymi łóżkami o spranych materacach, lecz ani Thorn ani Brachus nie zamierzali na te warunki narzekać. Dowódca komórki mieszkał już w dużo gorszych ruderach – chociażby kilka miesięcy wcześniej w dystrykcie Coscarla – a Venner miał za sobą nie tylko przeszłość osadnika na Ganf Magna, ale i liniowego żołnierza Gwardii, więc w skrytości ducha cieszył się na samą myśl o czterech ścianach i dachu oraz oknach na tyle szczelnych, by nie przedostał się przez nie jakiś wygłodzony miejski szczur.
Właściciel motelu, poskręcany od artretyzmu stary człowiek o ciężko poparzonej twarzy i cynicznych oczach „mrówki”, która wyzbyła się już nadziei na jakiekolwiek lepsze życie, przyjął od swoich gości zapłatę, wpisał ich nazwiska do księgi noclegowej nawet nie sprawdzając zgodności personaliów z dokumentami, po czym wręczył Brachusowi klucz z zawieszką oznakowaną numerem pokoju.
Kwatera znajdowała się na pierwszym piętrze motelu, a jej małe okno wychodziło na tyły budynku, na brudny zaułek zawalony metalowymi kubłami i workami pełnymi śmieci, który nikt najwidoczniej od dawna nie wywoził. W skorodowanych rurach bulgotała woda, wisząca na gołym drucie żarówka co chwila przygasała, a kilka pokojów dalej grał głośno jakiś odtwarzacz muzyczny. Agenci umyli się szybko w równie obskurnej łazience o wymiarach na tyle niewielkich, że można już było pomylić z zabudowaną szafą, po czym zjedli kupione po drodze w nocnym sklepie paczki prepaku, ciągle jeszcze ciepłe i zamknięte w tekturowych jednorazowych pudełkach.
Thorn zmienił magazynek w Talonie i wsadził broń pod materac, kątem oka dostrzegając Brachusa robiącego to samo ze swoim Phobosem. Zamknąwszy na klucz drzwi obaj mężczyźni wślizgnęli się pod koce, gasząc po drodze światło. Venner zasnął niemal od razu, zapadając w płytkę czujną drzemkę z dłonią wsuniętą pod pościel w miejscu, gdzie schowany był jego pistolet.
Slade leżał przez dłuższą chwilę na plecach, z rękami podłożonymi pod kark, wsłuchany w nocne odgłosy starego budynku: poskrzypywanie konstrukcji nośnej, kapanie wody, odległe dźwięki przejeżdżających z rzadka samochodów. W jego głowie kłębiły się dziesiątki myśli związanych z prowadzonym dochodzeniem, zwłaszcza zaś rozważania na temat powiązań pomiędzy zaginionymi kierownikami tlenowej tłoczni i zaplanowaną śmiecią agentów Ordo we Freemantle. Zegar tykał, a Thorn doskonale zdawal sobie z tego sprawę. Jeśli Hollis i jej towarzysze byli mózgami tej zbrodni, niejako przy okazji uśmiercając dziesiątki zwykłych mieszkańców Kopca, musieli stać wysoko w strukturach nieznanego jeszcze kultu, skrajnie wrogiego wobec Świętej Inkwizycji. Co więcej, jako organizatorzy i wykonawcy tego zamachu na pewno podjęli odpowiednie kroki dotyczące ich bezpośredniej przyszłości, być może znajdując się w tej chwili już na orbicie Scintilli, w jednym z tysięcy kosmicznych statków zmierzających w inne zakątki Sektora Calixis. Jeśli zaś byli jedynie wykonawcami zamachu, pionkami w rękach prawdziwych spiskowców, najpewniej wszyscy już nie żyli, zlikwidowani w ramach zacierania śladów przez swych zleceniodawców.
Arbitrator miał dziwne wrażenie, że brakowało mu kilku istotnych elementów morderczej układanki, ale zmęczenie nie pozwalało mu się skoncentrować na głębszej analizie tego tematu, w dodatku wciąż prześladowało go starannie skrywane przed Brachusem poczucie winy za śmierć Causariusa Damianusa. Już sam zgon agenta Ordo wymagał po zakończeniu akcji wszczęcia specjalnej procedury wyjaśniającej okoliczności jego śmierci, a w tym konkretnym przypadku doszło też do zabójstwa sankcjonowanego psionika Inkwizycji, jednego z agentów specjalnego nadzoru. Thorn widział już oczami wyobraźni sterty wypełnianych mozolnie formularzy oraz godziny rozmów ze śledczymi Ordo Malleus z Trójrożca, dopatrującymi się w śmieci Causariusa czegoś więcej niż tylko zwykłego wypadku.
Thorn zasnął po blisko godzinie wpatrywania się w ciemny sufit pokoju, z dłonią oplatającą palcami przygotowanego do strzału Talona. |
|