Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Toya, dystrykt Shannon, Dorgal Alley 105, 19 julius 831.M41, godz. 21.30
Chociaż uliczne oświetlenie przygasło pół godziny wcześniej wieszcząc rozpoczęcie nocnego cyklu Kopca, dom Santry Hollis zwracał na siebie uwagę jasnymi plamami światła płynącymi z okien, na których tkwiły opuszczone do połowy pancerne rolety. Trzypiętrowy budynek wkomponowany był pomiędzy dwie inne budowle należące do średniozamożnej populacji dystryktu, a wysokie ogrodzenie zwieńczone splecionymi ciasno zwojami kolczastego drutu obwieszczało wszem i wobec o przywiązaniu rodziny Hollisów do prywatności.
- Mają własne auto – stwierdził stojący po drugiej stronie ulicy Brachus, oparty plecami o słup ulicznej lampy i spoglądający ukradkiem na Thorna. Slade przyglądał się sklepowej witrynie, za którą pięły się w górę bele drogich tkanin, obserwując w szklanym odbiciu dom Hollisów. Za prętami kutej z czarnego żelaza bramy widać było tkwiący pod zadaszeniem samochód o szerokich oponach i przyciemnionych szybach.
- Własne auto, a ona jeździła do roboty miejską kolejką? – powtórzył Venner nie starając się ukryć swego zdziwienia.
- To jest Kopiec – wzruszył ramionami Thorn – Do większości dystryktów nie dostaniesz się pojazdem kołowym, infrastruktura na to nie pozwala albo po drodze jest tyle punktów kontrolnych, że taka podróż nie opłaca się czasowo. Myślę, że samochód był jej potrzebny bardziej jako symbol statusu społecznego niż środek transportu. Zresztą zaraz to sprawdzimy... – agent włączył swój komunikator i połączył się z Valdemeerem.
- Tak, sir? – ton głosu oficera świadczył o tym, że wstrząs spowodowany strzelaniną w Dziurze już częściowo przeszedł, ale napięcie wciąż pozostawało wyczuwalne w stopniu dalece wykraczającym ponad oczekiwania Thorna.
- Według materiałów operacyjnych Santra Hollis podróżowała do tłoczni kolejką miejską – powiedział Slade wpatrując się wciąż w podświetlone malutkimi reflektorkami zwoje tkanin – Dlaczego nie korzystała z własnego samochodu? Czy nie istnieje połączenie drogowe pomiędzy jej miejscem pracy i mieszkaniem?
- Już to sprawdziłem, sir – odpowiedział natychmiast proktor – Istnieje taka możliwość, ale ze względu na objazd przez poddystrykt Venhero podróż trwa prawie trzy razy dłużej niż z użyciem pociągu.
- I miejscowi wyżsi rangą mieszkańcy godzą się na takie rozwiązanie jeżdżąc razem z pospólstwem? – skrzywił się sarkastycznie Thorn, doskonale świadom manieryzmu i poczucia swej wyższości charakterystycznego dla ogromnej rzeszy tych Scintillijczyków, którzy zdołali się wyrwać ponad niezliczone masy żyjących w nędzy „mrówek”.
- W przedniej części każdego składu są wagoniki pierwszej klasy, sir – wyjaśnił Valdemeer – osoby z odpowiednim statusem posiadają również osobne wejście na stację, z obejściem procedury kolejki. Santra Hollis posiadała taki właśnie status.
- Dziękuję, proktorze – odpowiedział Slade, po czym rozłączył się bez uprzedzenia – Masz odpowiedź na swoje pytanie, Venner. Naturalnie nie wyjaśnia to, dlaczego chodziła na stację na piechotę zamiast dojeżdżać tam wozem, ale na to pytanie może nam odpowiedzieć ktoś z rodziny albo służby.
Dowódca komórki rozejrzał się wzdłuż ulicy próbując wyłapać wzrokiem kryjących się gdzieś w pobliżu tajniaków Magistratum, ale pilnujący domu Hollisów funkcjonariusze musieli być dobrzy w swoim fachu, bo nie dostrzegł na uczęszczanej z rzadka ulicy nikogo podejrzanego.
Włożywszy ręce do kieszeni płaszcza Slade przeszedł szybkim krokiem na przeciwny chodnik, zatrzymując się przed bramą i naciskając palcem na masywny metalowy interkom w kształcie wyszczerzonej głowy gargulca. Przez sąsiednie skrzyżowanie przejechał jakiś samochód w ciemnych barwach, ciągnący za sobą dwukołową przyczepkę. Ganfańczyk dołączył do zwierzchnika obracając się na skraju chodnika plecami do bramy i lustrując bacznym wzrokiem okolicę. Metalowe sklepienie dystryktu tonęło w ciemnościach, wielkie baterie reflektorów odpowiadających za świetlenie w cyklu dziennym wisiały wyłączone na gigantycznych łańcuchach o ogniwach wielkości dorosłego człowieka, niewidoczne z poziomu ulicy.
- Kto tam? – z głośnika interkomu dobiegł oschły męski głos, przepełniony nutami irytacji i zniecierpliwienia.
- Thorn Slade, agencja ochrony Coblast Assay – przedstawił się arbitrator – Chcielibyśmy...
- Proszę odejść, nie jesteśmy zainteresowani – padła natychmiastowa odpowiedź, po czym suche trzaski w głośniku urwały się raptownie zdradzając wyłączenie urządzenia. |
|