RPG online

Gry fabularne online

Forum RPG online Strona Główna -> Warhammer 40K -> Without a Trace Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Następny
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PostWysłany: Pią 1:41, 22 Sty 2010
Makotto
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 03 Gru 2009
Posty: 176
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Rubieże Zewnętrzne
Płeć: Mężczyzna





Brachus niewiele myslac rzuca odznake Slade'owi i szybko dopada do rannego regualtora.
-Wzywaj ambulans szefie, ma jeszcze szanse.
Venner, stosujac odpowiedni sposób układania rannych na ziemi, zaczyna opatrywać mężczyzne. Stara sie ocenić jakie narządy wewnętrzne zostały uszkodzone. W razie gdyby ranny próbował mówić, ucisza go, sugeruajc ze gadanie w obecnym stanie tylko zbliża go do śmierci. Kiedy kończy, ze złościa spogląda na trupa pod scianą.
-Kurwa! Jakby mało było zwykłych zabójców, to dochodza jeszcze do tego frelle ze straży! Na wszystkich tak lataja z wyciągnietą bronią?! Ja pierdole. Miał tam cały bar męt i szumowin, a polazł właśnie za mną. Rozumiem jakbym pokazał kły albo pazury, ale to?! Cholera jasna. I jeszcze gdzie słynny zakrzyk "Łapy do góry, w Imieniu Imperatora" albo coś.
Brachus ponury spoglada znowu na rannego, upewniajac sie ze wyrzyje i dogladajac opatrunków.
-Bedzie żył. Teraz trzeba to tylko wyjaśnić.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pią 22:32, 22 Sty 2010
Peacemaker
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 07 Sty 2008
Posty: 326
Przeczytał: 0 tematów






Nikt nie jest bez winy. Te typki na pewno też nie mają czystych sumień.

'Gorącą linią' wzywam kawalerię, niech wezmą ze sobą karetkę. Pokrótce wyjaśniam sprawę.

Nie ma sensu ich przeszukiwać. Lepiej żeby zbyt wielu ludzi nas nie zapamiętało. Wynosimy się stąd. Gdy tylko stan rannego będzie stabilny, chciałbym go odpowiednio przesłuchać - co nie znaczy, że nie chciałbym poznać jego wersji, którą uraczy przełożonych.

Brachus - niczym się nie przejmuj, mamy prawo zabić każdego, kto na to zasłuży. Poza tym zrobiliśmy to w samoobronie.

Proponuję udać się (i to rychło Wink ) na najbliższy INNY z pozostałych adresów, tu będziemy zbytnio zwracać uwagę Razz Potem jeść i spać, bo już chyba późno?

Może nawet jutro zakupimy sobie jakieś 'miejscowe' ciuchy, żeby upodobnić się do mrówek.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 21:13, 25 Sty 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Pozostałe dwa adresy to albo Sara Hollins i strzeżony dom, w którym przebywa rodzina albo Knut Riggsen i strzeżony dom, w którym przebywa rodzina.

Pierwszy adres to Dorgal Alley 105, drugi zaś to Dorgal Alley 318.

Skoro zamierzacie odwiedzić jedną z tych lokacji, poproszę szybko o wybór, którą, bo obie są praktycznie w tej samej odległości od Waszej obecnej pozycji.

Valdeemer wysłał już ambulans pod habitat Granta, jest przy tym dość zszokowany całym zajściem (nie przywykł widać do agentów Ordo odstrzeliwujących bez skrupułów jego tajniaków)!
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 21:34, 25 Sty 2010
Makotto
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 03 Gru 2009
Posty: 176
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Rubieże Zewnętrzne
Płeć: Mężczyzna





Ja jestem za Sarą Hollins
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 23:24, 25 Sty 2010
Peacemaker
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 07 Sty 2008
Posty: 326
Przeczytał: 0 tematów






Obojętne.

Niekoniecznie będą chcieli z nami gadać. Proponuję pokazać im papier od regulatorów i wcisnąć kit, że jesteśmy prywatnymi detektywami/łowcami nagród, ale działamy za przyzwoleniem i z błogosławieństwem władz.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 20:50, 01 Lut 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Toya, dystrykt Shannon, Little Hole, 19 julius 831.M41, godz. 21.05

Thorn Slade cofnął się o kilka kroków od krwawiącego silnie agenta, włączył swój komunikator na częstotliwości ustalonej wcześniej z proktorem Valdemeerem. Obserwując wysiłki próbującego powstrzymać krwawienie Vennera mężczyzna wsłuchiwał się jednocześnie w suche trzaski wypełniające eter. Drzwi pobliskiego mieszkania uchyliły się ledwie zauważalnie, w wąziutkiej szparze mignęła czyjaś przestraszona twarz, jednakże Thorn nie zdołał stwierdzić, czy ma do czynienia z mężczyzną czy kobietą.

- Operacja Magistratum! – rzucił podniesionym głosem – Pozostać w mieszkaniu!

Drzwi zatrzasnęły się natychmiast, z ostrym suchym dźwiękiem.

Brachus cofnął mokre od krwi dłonie od torsu tracącego świadomość funkcjonariusza, wyciągnął ze swojego plecaka zaciski używane do ściągania krawędzi ran.

- Potrzebuje wykwalifikowanego medyceusza, natychmiast! – warknął Ganfańczyk zdejmując jeden z zacisków z pasa materiału, na którym były przypięte – Inaczej wykrwawi się na śmierć.

W tej samej chwili w słuchawce komunikatora rozległ się spięty głos Valdemeera.

- Tak, sir?

- Mieliście cywilnych wywiadowców pod mieszkaniem Granta? – zapytał szorstko Slade, wycofując się jednocześnie aż pod drzwi wejściowe habitatu i wyglądając przezornie na opustoszałą uliczkę. Dźwięki dudniącej muzyki wciąż przedostawały się przez ściany pobliskiego klubu, dowodząc jawnie tego, że ogłuszeni hałasem bywalcy lokalu nie zwrócili na krótkotrwałą strzelaninę najmniejszej uwagi. Trójka pijaków przepadła gdzieś bez śladu, zapewne trzeźwiejąc na pierwszy odgłos strzału i rzucając się do panicznej ucieczki.

- Tak, sir, dwóch – odpowiedział proktor – Mieli prowadzić obserwację obiektu na wypadek powrotu poszukiwanego.

- Będziesz musiał przysłać zmienników oraz ambulans – stwierdził Thorn – Zachowali się w mało profesjonalny sposób. Próbowali nas zatrzymać z użyciem broni bez odwołania się do swoich uprawnień.

- Czy... czy oni nie żyją, sir? – ton oficera Magistratum sugerował, że mężczyzna doznał głębokiego wstrząsu, ale próbował to z wszelkich sił zamaskować.

- Jeden zginął, drugi znajduje się w stanie krytycznym – odpowiedział Slade – Jego szanse na przeżycie uzależnione są od szybkości zespołu medycznego. Musimy go pozostawić samego i opuścić okolicę, ten pożałowania godny incydent podniósł znacząco ryzyko naszej dekonspiracji.

- Tak jest, sir – rzucił w eter skrajnie zdenerwowany Valdemeer – Już wysyłam drugi zespół oraz pojazd medyczny.

- Proktorze, proszę nie wyciągać z zaistniałej sytuacji pochopnych wniosków – dodał opanowanym tonem Thorn – Mam nadzieję, że niekompetencja pańskich podwładnych i jej tragiczne konsekwencje nie wpłyną w żaden sposób na naszą dalszą współpracę.

- Tak jest, sir, oczywiście! – odparł natychmiast oficer – Jedno pytanie, sir. Czy w celu uniknięcia ewentualnych... innych pomyłek... mam poinformować o waszej obecności wywiadowców obserwujących pozostałe dwa mieszkania?
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 20:52, 01 Lut 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Próba dyskretnego przyjrzenia się mieszkaniu Andre Granta spełzła na niczym. Ponieważ Peacemakerowi wszystko jedno, gdzie się teraz udacie, a Makotto sugerował dom Santry Hollis, przeniesiemy akcję właśnie tam. Opuszczenie Dziury nie stanowi żadnego problemu, na ulicach równie pusto i ponuro jak w chwili przybycia do tej części dystryktu. Naniosłem na karty postaci informacje o zużyciu amunicji. Makotto, chcesz wymienić magazynek w Phobosie na pełny? Teraz masz w nim jeszcze sześć kul, więc wystarczy na dwie serie albo sześć strzałów pojedynczych, ale kto wie, co Wam strzeli do głowy u Hollis? (mam nadzieję, że nie w dosłownym tego słowa znaczeniu). Może lepiej nosić broń załadowaną do pełna, takie niebezpieczne tutaj okolice?

Peacemaker, poproszę o odpowiedź na pytanie proktora. Czy ma uprzedzić innych tajniaków o obecności w okolicy specjalnej sekcji śledczej? Naturalnie nie musi im przekazywać wieści, że jest to zespół Ordo, może wymyśleć coś mniej szokującego. Istotne jest to, że najdalej pół godziny po strzelaninie w Dziurze wszyscy mundurowi i niemundurowi funkcjonariusze Magistratum w Shannon będą już wiedzieli o losie swych kumpli (chyba, że zamkniesz rozmowę z Valdemeerem zdecydowanym nakazem utajnienia tego zajścia, ale nadal nie będzie gwarancji, że ktoś ze zmienników ofiar lub zespołu medycznego się nie wygada przed kolegami). Ponieważ mogę przeskoczyć do następnego etapu fabuły bez uprzedniej odpowiedzi na to pytanie, zapraszam do lektury poniższego updatu, ale odpowiedź muszę mieć tak czy owak (bo jest istotna dla dalszego biegu historii).
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 20:53, 01 Lut 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Toya, dystrykt Shannon, Dorgal Alley 105, 19 julius 831.M41, godz. 21.30

Chociaż uliczne oświetlenie przygasło pół godziny wcześniej wieszcząc rozpoczęcie nocnego cyklu Kopca, dom Santry Hollis zwracał na siebie uwagę jasnymi plamami światła płynącymi z okien, na których tkwiły opuszczone do połowy pancerne rolety. Trzypiętrowy budynek wkomponowany był pomiędzy dwie inne budowle należące do średniozamożnej populacji dystryktu, a wysokie ogrodzenie zwieńczone splecionymi ciasno zwojami kolczastego drutu obwieszczało wszem i wobec o przywiązaniu rodziny Hollisów do prywatności.

- Mają własne auto – stwierdził stojący po drugiej stronie ulicy Brachus, oparty plecami o słup ulicznej lampy i spoglądający ukradkiem na Thorna. Slade przyglądał się sklepowej witrynie, za którą pięły się w górę bele drogich tkanin, obserwując w szklanym odbiciu dom Hollisów. Za prętami kutej z czarnego żelaza bramy widać było tkwiący pod zadaszeniem samochód o szerokich oponach i przyciemnionych szybach.

- Własne auto, a ona jeździła do roboty miejską kolejką? – powtórzył Venner nie starając się ukryć swego zdziwienia.

- To jest Kopiec – wzruszył ramionami Thorn – Do większości dystryktów nie dostaniesz się pojazdem kołowym, infrastruktura na to nie pozwala albo po drodze jest tyle punktów kontrolnych, że taka podróż nie opłaca się czasowo. Myślę, że samochód był jej potrzebny bardziej jako symbol statusu społecznego niż środek transportu. Zresztą zaraz to sprawdzimy... – agent włączył swój komunikator i połączył się z Valdemeerem.

- Tak, sir? – ton głosu oficera świadczył o tym, że wstrząs spowodowany strzelaniną w Dziurze już częściowo przeszedł, ale napięcie wciąż pozostawało wyczuwalne w stopniu dalece wykraczającym ponad oczekiwania Thorna.

- Według materiałów operacyjnych Santra Hollis podróżowała do tłoczni kolejką miejską – powiedział Slade wpatrując się wciąż w podświetlone malutkimi reflektorkami zwoje tkanin – Dlaczego nie korzystała z własnego samochodu? Czy nie istnieje połączenie drogowe pomiędzy jej miejscem pracy i mieszkaniem?

- Już to sprawdziłem, sir – odpowiedział natychmiast proktor – Istnieje taka możliwość, ale ze względu na objazd przez poddystrykt Venhero podróż trwa prawie trzy razy dłużej niż z użyciem pociągu.

- I miejscowi wyżsi rangą mieszkańcy godzą się na takie rozwiązanie jeżdżąc razem z pospólstwem? – skrzywił się sarkastycznie Thorn, doskonale świadom manieryzmu i poczucia swej wyższości charakterystycznego dla ogromnej rzeszy tych Scintillijczyków, którzy zdołali się wyrwać ponad niezliczone masy żyjących w nędzy „mrówek”.

- W przedniej części każdego składu są wagoniki pierwszej klasy, sir – wyjaśnił Valdemeer – osoby z odpowiednim statusem posiadają również osobne wejście na stację, z obejściem procedury kolejki. Santra Hollis posiadała taki właśnie status.

- Dziękuję, proktorze – odpowiedział Slade, po czym rozłączył się bez uprzedzenia – Masz odpowiedź na swoje pytanie, Venner. Naturalnie nie wyjaśnia to, dlaczego chodziła na stację na piechotę zamiast dojeżdżać tam wozem, ale na to pytanie może nam odpowiedzieć ktoś z rodziny albo służby.

Dowódca komórki rozejrzał się wzdłuż ulicy próbując wyłapać wzrokiem kryjących się gdzieś w pobliżu tajniaków Magistratum, ale pilnujący domu Hollisów funkcjonariusze musieli być dobrzy w swoim fachu, bo nie dostrzegł na uczęszczanej z rzadka ulicy nikogo podejrzanego.

Włożywszy ręce do kieszeni płaszcza Slade przeszedł szybkim krokiem na przeciwny chodnik, zatrzymując się przed bramą i naciskając palcem na masywny metalowy interkom w kształcie wyszczerzonej głowy gargulca. Przez sąsiednie skrzyżowanie przejechał jakiś samochód w ciemnych barwach, ciągnący za sobą dwukołową przyczepkę. Ganfańczyk dołączył do zwierzchnika obracając się na skraju chodnika plecami do bramy i lustrując bacznym wzrokiem okolicę. Metalowe sklepienie dystryktu tonęło w ciemnościach, wielkie baterie reflektorów odpowiadających za świetlenie w cyklu dziennym wisiały wyłączone na gigantycznych łańcuchach o ogniwach wielkości dorosłego człowieka, niewidoczne z poziomu ulicy.

- Kto tam? – z głośnika interkomu dobiegł oschły męski głos, przepełniony nutami irytacji i zniecierpliwienia.

- Thorn Slade, agencja ochrony Coblast Assay – przedstawił się arbitrator – Chcielibyśmy...

- Proszę odejść, nie jesteśmy zainteresowani – padła natychmiastowa odpowiedź, po czym suche trzaski w głośniku urwały się raptownie zdradzając wyłączenie urządzenia.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 21:32, 01 Lut 2010
Makotto
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 03 Gru 2009
Posty: 176
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Rubieże Zewnętrzne
Płeć: Mężczyzna





Brachus wyraźnie zły naciska guzik domofonu.
-Działamy tu z ramienia Magistratum i spodziewamy sie współpracy i kooperacji. Nie mamy czasu na wzywanie grup uderzeniowych, ale jesli zajdzie taka potrzeba wejdziemy do domu i przeprowadzimy dochodzenie, czy państwo sobie tego życza czy nie. Z góry radze poprostu otwarzyc. Mniej bałaganu i krzyków.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 21:55, 02 Lut 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Toya, dystrykt Shannon, Dorgal Alley 105, 19 julius 831.M41, godz. 21.31

Przez krótką chwilę pod bramą panowała pełna wyczekiwania cisza, po czym komunikator zatrzeszczał ponownie. W głośniku odezwał sięznów ten sam głos, który tak bezceremonialnie przerwał wcześniejszą rozmowę, ale tym razem miejsce aroganckiego zdecydowania zastąpiła podejrzliwa uprzejmość.

- Proszę o wybaczenie, w dzisiejszych czasach wskazana jest ostrożność w kontaktach z obcymi. Zaraz ktoś otworzy drzwi.

Interkom umilkł ponownie, a chwilę potem na dziedzińcu za bramą pojawił się wysoki młody mężczyzna zmierzający w kierunku gości w towarzystwie potężnego osobnika o lekko sztywnym chodzie. Kiedy obaj podeszli tuż pod bramę, Brachus pochylił do przodu głowę uważnie się przyglądając masywnemu serwitorowi, który trzymał się o krok za plecami swego pana. Odsłonięta muskulatura cyborga była doskonale widoczna pomimo panującego na ulicy półmroku, połyskując oleistą substancją pokrywającą skórę serwitora i jego metalowe płytowe pokrycie na torsie, udach i zakończonych obosiecznymi ostrzami rękach.

- Jestem Horatio Grimms, prawnik rodu Hollisów - przedstawił się mężczyzna lustrując badawczym wzrokiem przybyszów - Jeśli faktycznie reprezentują panowie władze, proszę okazać stosowne dokumenty.


Ostatnio zmieniony przez Keth dnia Sob 18:37, 13 Lut 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 22:11, 02 Lut 2010
Makotto
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 03 Gru 2009
Posty: 176
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Rubieże Zewnętrzne
Płeć: Mężczyzna





Unosze w góre legitymacje, krzywiac sie lekko na widok tępego narzędzia które kiedys było człowiekiem.
-Prosze. Brachus Venner, Coblast Assay. Przyszlismy tu w celu dochodzenia, w czasie którego bez wątpienia odbedzie sie przeszukanie domu, oraz zebranie zeznań członków rodziny pani Hollis.
Opuszczam legitymacje, wyciagajac dłoń do prawnika. Na Ganf Magna ci którzy znali prawa i potrafili je stosowac byli szanowaną grupą społeczną.
-Mam nadzieje ze współpraca nie napotka żadnych trudnosci.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 23:29, 02 Lut 2010
Peacemaker
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 07 Sty 2008
Posty: 326
Przeczytał: 0 tematów






Jeśli będzie miał dalsze wątpliwości to mamy glejt od Valdemeera. Chcemy porozmawiać na temat zniknięcia, to jasne. Jeśli to będzie możliwe, to również z członkami rodziny. Chcemy pomóc, a nie przesłuchiwać więc jesteśmy uprzejmi i może tylko lekko natarczywi. Najpierw chcemy wysłuchać oficjalnej wersji prawnika/rodziny, a potem zadamy konkretne pytania.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 23:27, 08 Lut 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Toya, dystrykt Shannon, Dorgal Alley 105, 19 julius 831.M41, godz. 21.40

Horatio Grimms wprowadził obu gości do pokoju gościnnego, wpierw studiując przez dłuższą chwilę tokeny identyfikacyjne Coblast Assay, potem zaś potwierdzając ich autentyczność za pomocą dekodera kart kodowych przyniesionego przez innego serwitora. Potężny serwitor ochronny stał w tym czasie w całkowitym bezruchu tuż obok Brachusa, spoglądając na niego cybernetycznymi oczami o wielopłaszczyznowych soczewkach nadających mu wygląd drapieżnego insekta. Venner wolał tkwić w takim samym bezruchu, by nie sprowokować wykonującego precyzyjnie instrukcje do jakiegoś tragicznego w skutkach posunięcia.

Thorn podzielał zdanie swego podkomendnego, czekając z uprzejmą miną na potwierdzenie autentyczności tokenów. Ostre jak brzytwa pazury prawej kończyny serwitora nie wieściły złudzeń co do jego morderczej efektywności, a Slade miał serdecznie dosyć śmierci jednego agenta, by ryzykować na tak wczesnym etapie śledztwa zgon kolejnego.

- Panów identyfikatory są autentyczne - stwierdził po chwili prawnik rodu Bothe-Hollis - Nie rozumiem jednak, dlaczego zostali panowie skierowani tutaj przez Magistratum. Ich śledczy już nas odwiedzili, w dodatku w pożałowania godny sposób śmiąc sugerować, że czcigodna pani Hollis jest winna tego strasznego wypadku we Freemantle. Podzielają panowie tę opinię?

Brachus nie odezwał się słowem, rozsądnie pozostawiając wyrafinowaną konwersację swemu bardziej obytemu w rozmowach z wyższą klasą Thornowi, w zamian lustrując wzrokiem elegancko, aczkolwiek skromnie urządzony przedpokój. W jego nozdrza wbijał się silny zapach środka dezynfekującego roztaczany przez bojowego serwitora, który na znak prawnika przeszedł w stan spoczynku. Venner odnotował w pamięci z niejakim sarkazmem, że posłuszeństwo cyborga wobec Horatio Grimmsa dowodziło jego ogromnych wpływów w domu Bothe-Hollis, z pewnością wykraczających dalece poza związki czysto służbowe.

- Nie formułujemy obecnie żadnych wniosków mogących obarczyć odpowiedzialnością za ten nieszczęsny incydent pana pryncypałki - odpowiedział Thorn - Chcielibyśmy natomiast poznać wszystkie okoliczności jej zaginięcia.

- Horatio, kto to taki? - zdecydowany kobiecy głos zwrócił uwagę obu agentów na jedno z wejść do przedpokoju. Pomiędzy prostymi białymi filarami tkwiły osadzone na mosiężnych zawiasach drewniane drzwi o pięknie rzeźbionych skrzydłach, uchylone lekko i wpuszczające do holu ciepłe światło elektrycznych lamp.

W progu stała młoda kobieta o długich ciemnych włosach spiętych w misterny kok i ostro zarysowanych kościach policzkowych. Venner przyjrzał jej się z otwartą aprobatą, doceniając walory zarysowanego dokładnie skrojoną suknią ciała, zwłaszcza zaś napinających materiał zaokrągleń. Kobieta spostrzegła spojrzenie Ganfańczyka i chyba wyraz jego oczu nie przypadł jej do gustu, ponieważ zmarszczyła gniewnie czoło.

- Następni śledczy? To staje się męczące, naprawdę! Czy wy wiecie, która jest godzina? Szukajcie mojej matki zamiast nas tutaj bez końca nachodzić!

- Prosimy o wybaczenie, pani...? - Slade zawiesił lekko głos, prostując się i spoglądając prosto w oczy arystokratki.

- Martha Bothe - odpowiedziała kobieta - Santra Hollis, oby łaska Złotego Tronu ją chroniła, to moja matka. Czy już natrafiliście na jakiś ślad?
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 23:51, 08 Lut 2010
Makotto
Elokwentny gracz
 
Dołączył: 03 Gru 2009
Posty: 176
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Rubieże Zewnętrzne
Płeć: Mężczyzna





Brachus z trudem powoduje ze swieczki w jego oczach staja sie prawie niewidoczne. Zdejmuje z głowy kaptur i kłania sie, prawa dłoń ustawiajac poziomo pod mostkiem.
-Wybacz nam najscie, panienko, ale aby odnaleść pani drogą matkę, dochodzenie wczesniej musi odbyc sie tutaj. Czy zaszczyći nas piękna panna rozmową?
Na twarzy Brachusa maluje sie niespotykana dotąd powaga i to co Mangańczyk uważa za dobre maniery. Jego oczy ani razu nie zjeżdzają z twarzy Marthy na inne fragmenty jej ciała.
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 0:42, 09 Lut 2010
Keth
Mistrz Gry
 
Dołączył: 30 Sie 2007
Posty: 4663
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Nibylandia
Płeć: Mężczyzna





Toya, dystrykt Shannon, Dorgal Alley 105, 19 julius 831.M41, godz. 21.41

Martha Bothe zmarszczyła jeszcze bardziej piękny nosek, po czym podniosła wąskie palce obu dłoni do ust w wyrazie niesmaku.

- Obcoświatowiec? - zapytała - Co za paskudny akcent! Czy tam, skąd pan pochodzi nie zapewniają wam odpowiedniego wykształcenia?

- Pomińmy może kwestie wykształcenia - wtrącił płynnym wysokim gotykiem Thorn, z miejsca zwracając na siebie uwagę dumnej arystokratki - Ręczę, że posiadamy odpowiednie kompetencje i nie chcąc zabierać czasu poproszę k krótką rzeczową rozmowę. Mogę liczyć na państwa współpracę?

- Oczywiście - odezwał się natychmiast Horatio Grimms, posyłając kobiecie napominające spojrzenie i zapraszając gości gestem dłoni do przejścia do pokoju gościnnego. Kiedy wszyscy usiedli przy wykonanym z importowanego drewna wielkim stole, a Martha Bothe odprawiła bez słowa stojących w milczeniu w kątach lokajów, Thorn przeszedł od razu do rzeczy.

- Nie będę ukrywał, że naszym priorytetem jest odnalezienie zarówno pani matki jak i pozostałych zaginionych - powiedział twardym tonem - Pracujemy jako niezależna firma dla Magistratum, ponieważ posiadamy dojścia tam, gdzie mundurowi nie zawsze mogą dotrzeć, Imperatorowi niech będą za to dzięki. Santra Hollis opuściła wczoraj w normalny sposób mieszkanie, o tej samej godzinie, co zawsze?

- Tak - kiwnęła głową kobieta - Wyszła krótko po trzynastej, jak zwykle.

- Zawsze podróżowała do pracy na piechotę? - spytał Thorn - Przecież posiadacie własny samochód.

- Owszem - panna Bothe wydęła nieco swe umalowane w modny sposób usta - Ale moja matka wolała korzystać ze środków transportu dla pospólstwa. Ciążyły na niej zgubne zwyczaje z dalekiej przeszłości, kiedy zmuszona była mieszać się z niższymi klasami.

- Nie skarżyła się ostatnio na nic? Nie zwróciła uwagi na jakieś podejrzane rzeczy?

- Matka nie zwykła się ze mną dzielić tego rodzaju troskami. Była zamknięta w sobie.

- Ktoś jej towarzyszył w drodze do pracy czy podróżowała sama?

- Osobisty członek ochrony - powiedział Grimms - Były oficer Sił Obrony Planetarnej, bardzo kompetentna osoba.

- On też zniknął? - zainteresował się wpatrzony w Marthę Brachus.

- Tak - wzruszyła ramionami panna Bothe - Nie odstępował matki nawet na krok, kiedy opuszczała dom. To była jego praca. To oczywiste, że przebywa teraz z nią.

- Nie zgłosiliście jego zaginięcia śledczym Magistratum? - powiedział Thorn nie przypominając sobie żadnego stosownego wpisu w aktach udostępnionych mu przez proktora Valdeemera.

- Nie, po co? - na pięknej twarzy arystokratki pojawił się wyraz autentycznego zdziwienia - To członek służby, nie rodziny. Nie posiadał odpowiedniego statusu społecznego.
Zobacz profil autora
Without a Trace
Forum RPG online Strona Główna -> Warhammer 40K
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 5 z 11  
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Następny
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin