Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Toya, dystrykt Shannon, Little Hole, 20 julius 831.M41, godz. 7.58
Thorn Slade spoglądał przez krótką chwilę na zamknięte drzwi, potem zaś schował Talona z powrotem pod płaszcz.
- Trzeba z pokorą znosić próby, które zsyła na nas Bóg-Imperator – oświadczył śmiertelnie poważnym tonem, ale Venner zaczynał już rozpoznawać ów charakterystyczny błysk oczu swego zwierzchnika pojawiający się w chwilach, kiedy Scintillijczyk pozwalał sobie na żart – Pokora to cnota, a upodobanie do kryminalnych filmów to słabość, która wieść może do lenistwa. Chcesz zgrzeszyć lenistwem, mój przyjacielu?
- Niech mnie Imperator strzeże – odpowiedział Ganfańczyk chowając czym prędzej własną broń – Jestem gotów harować jaki dziki groks, byle bym tylko zadowolił moich wymagających przełożonych.
- Doskonałe podejście do sprawy, agencie – skwitował odpowiedź zabójcy Thorn, zawracając w kierunku schodów – Skoro tak, zejdziemy teraz na parter i poszukamy miejscowego gospodarza, on powinien mieć zapasowe klucze do mieszkania Granta. Tylko jedna prośba, Brachus...
Venner spostrzegł od razu, że Scintillijczyk po raz pierwszy od nawiązania znajomości z zabójcą zwrócił się do niego po imieniu, ale udał, że nie wywarło to na nim żadnego wrażenia, spoglądając w stronę przełożonego z pytającą miną na twarzy.
- Nie wyciągaj od razu na wstępie noża, dobrze? Może wystarczą nasze odznaki.
- Szef wystawia moją cierpliwość na ciężką próbę, ale niech będzie – mruknął z udawanym rozczarowaniem Brachus – Obiecuję, że zaciukam go dopiero po rozmowie.
Obaj agenci zeszli z powrotem na parter habitatu, tym razem mijając na schodach parę mieszkańców przypominających wracające z wydawki darmowych posiłków małżeństwo, dźwigające pod pachami jakieś kartony pełne przebarwionych szmat. Oboje odprowadzili obcych podejrzliwym wzrokiem, mężczyzna zaś schował na krótką chwilę prawą rękę za pazuchą znoszonej kurtki, być może zaciskając palce na rękojeści noża lub kolbie pistoletu w obawie przed napadem.
Zdezelowana tablica informacyjna wywieszona opodal wejścia do habitatu zdradziła agentom tożsamość człowieka odpowiedzialnego za porządek w budynku oraz numer jego mieszkania. Ruszywszy w głąb brudnego korytarza Thorn odszukał wzrokiem drzwi z numerem trzy, po czym walnął w nie kilka razy pięścią. Z wnętrza mieszkania dobiegł dźwięk zduszonych wyzwisk i odgłos zbliżających się kroków, potem zazgrzytał masywny metalowy rygiel osadzony po wewnętrznej stronie wejścia. Zablokowane łańcuchem drzwi uchyliły się na kilka centymetrów odsłaniając brodatą męską twarz i zmrużone nieprzyjazne oczy.
- Czego, kurwa? – warknął gospodarz – Żadnych pustostanów nie mam, idźcie pytać do urzędasów z Administratum w centrum.
- Enzo Varkas? – zapytał spokojnie Thorn, podstawiając jednocześnie pod nos mężczyzny swą fałszywą odznakę. Gospodarz przyjrzał się jej uważnie, westchnął ciężko, a potem zamknął na chwilę drzwi zdejmując z nich łańcuch. Po kilku dalszych sekundach wyszedł na próg mieszkania wycierając brudne od jakiegoś smaru ręce prosto w przepocony podkoszulek.
- Panowie wybaczą – powiedział zupełnie innym niż wcześniej tonem, kłaniając się grzecznie i strzelając na gości pełnymi niepokoju oczami – Pełno się tutaj hołoty kręci, nie nadążam z meldowaniem wszystkiego władzom, czasami człowiek musiałby się chyba rozerwać...
- Andre Grant – przerwał Varkasowi Thorn – Kiedy widziałeś go ostatni raz?
- A, o Granta chodzi – kiwnął głową gospodarz – Już myślałem, że panowie w sprawie tej wczorajszej strzelaniny. Jacyś klansterzy się popstrykali na klatce schodowej, walili tu z maszynówek tak, że mało mi tynek nie odleciał od ścian, klnę się na Złoty Tron!
- Andre Grant – powtórzył wciąż spokojnym tonem Slade, ale w jego oczach pojawiły się niepokojące iskierki, które Varkas natychmiast spostrzegł.
- Przedwczoraj go widziałem koło południa, chyba wyłaził do roboty. Niby nic, normalny jak zawsze, a potem nagle trach! Wpada tutaj ekipa regulatorów, w pancerzach i pod bronią, szumu narobili jakby chcieli cały gang zwinąć! Wymaglowali mnie o tego Granta strasznie, ale ja tam wiele nie wiem, mieszkał tu dłużej ode mnie, ja się tutaj dopiero pół roku temu wprowadziłem.
- Zapasowe klucze do jego mieszkania? – zapytał Thorn.
- Mam, mam! – zapewnił go Enzo Varkas – Zaraz przyniosę, mundurowi pożyczali, ale oddali.
Gospodarz zawrócił w miejscu i podreptał w głąb mieszkania pozostawiając gości samym sobie w progu. Zewnętrzne drzwi habitatu zatrzeszczały pchnięte do końca, na korytarz wspięło się po schodach dwóch spoconych mężczyzn dźwigających skorodowaną lodówkę. |
|