Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Toya, dystrykt Shannon, Dorgal Alley 105, 20 julius 831.M41, godz. 5.13
Dyskretny spacer ulicami dystryktu trwał niecałe dziesięć minut. Thorn i Brachus trzymali się dobre pięćdziesiąt metrów za plecami służącego pani Hollis i jego serwitora, przystając w odpowiednich momentach za rogami budynków i wchodząc w bramy habitatów mieszkalnych, znikając co chwila z ewentualnego pola widzenia śledzonego mężczyzny i jego dźwigającego duże pudło na zakupy serwitora. Pracę ułatwiał im fakt, że na ulicach pojawiło się więcej ludzi, zmierzających we wszystkich kierunkach w sobie tylko znanych sprawach
Lecz służący nawet się nie zorientował, że ma ogon, załatwiając ze stoickim spokojem sprawunki w kilku odwiedzonych kolejno sklepach i nawet raz nie oglądając się za siebie. Kiedy wyszedł z punktu sprzedaży preparatów nasennych, Slade zdecydował się na otwarte działanie.
Para agentów Ordo skróciła błyskawicznie dzielący ich od ofiary dystans. Wyczuwając tuż za sobą czyjąś obecność służący odwrócił się raptownie, spoglądając na intruzów pełnymi podejrzliwości oczami, które rozszerzyły się zauważalnie na widok podsuniętej mu pod nosem odznaki, załatwionej Thornowi poprzedniego wieczoru przez proktora Valdeemera.
- Johan Smithson, agent śledczy Magistratum - przedstawił się Slade, zerkając jednocześnie z ukosa na stojącego nieruchomo serwitora. Rzut oka z bliska również nie ujawnił istnienia systemów bojowych konstruktu, ale przeszłość nauczyła Thorna, że pozorom nigdy nie należało ufać - Poproszę o deaktywację pańskiego serwitora.
- Siedem-Dwanaście, postój - rzucił służący, starszy wiekiem mężczyzna o pociętej zmarszczkami twarzy, o charakterystycznie bladej skórze zdradzającej całe życie spędzone w metalowym wnętrzu Kopca - Czym mogę służyć, proszę pana?
- Prowadzimy dochodzenie w sprawie zaginięcia pańskiej pracodawczyni, panie...? - zawiesił znacząco głos Thorn.
- Nator Gander, proszę pana - służący przeniósł nerwowe spojrzenie na Brachusa, nie wytrzymał widoku dziwnych oczu Ganfańczyka, wbił wzrok w powrotem w twarz Thorna - W jaki sposób mogę pomóc?
- Interesują nas prywatne stosunki pomiędzy panią Hollis i panną Bothe - oświadczył Slade - Mamy wrażenie, że nie układało się pomiędzy nimi najlepiej.
Zdenerwowanie służącego wyraźnie się pogłębiło na dźwięk otwarcie postawionego, a niezręcznego dla niego pytania.
- Proszę pana, ja pracuję w kuchni, prawie wcale nie widuję żadnej z pań - powiedział po chwili ciężkiej ciszy - One... między nimi zawsze był chłód, ale nie wiem, dlaczego. Od początku mojej pracy dla pani Hollis o tym słyszałem od innych służących... czy już wiecie, co się z nią stało?
- Jeszcze nie - odpowiedział uprzejmym tonem Thorn, nie widząc na razie żadnego powodu do zastraszania rozmówcy - Pokładamy wiarę w Bogu-Imperatorze, że pokieruje naszymi krokami i przyśpieszy rozwiązanie sprawy. Czy inni służący wspominali, dlaczego między panią Hollis i panną Bothe utrzymywały się tak oschłe stosunki?
- Podobno chodziło o pochodzenie pani Hollis - przyznał z namysłem Gander - Nie miała czystego rodowodu, przynajmniej o to ją posądzała córka. Moi koledzy słyszeli parę razy kłótnie między nimi, po śmierci pana Bothe bardzo częste.
- A Lenart deWit, przyboczny ochroniarz pani Hollis? - wtrącił stojący dotąd z boku Venner - Co możesz powiedzieć o nim, przyjacielu?
- Bardzo zasadniczy człowiek, proszę pana - wzruszył ramionami Nator Gander - Bardzo poważnie podchodził do swoich obowiązków. Prawie wcale z nami nie rozmawiał, nie spoufalał się ze służbą. Kiedy pani Hollis wychodziła na zewnątrz, nie odstępował jej na krok. Nosił broń, chyba nawet z nią spał. Czy mogę już odejść, proszę pana? Jeśli się spóźnię, będę miał kłopoty. |
|