Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Kodannon, doki Tarantini, 19 julius 831.M41, godz. 20.17
Mordeci ułożył starannie stertę zapisanych drobnym drukiem kartek papieru, przejrzawszy raz jeszcze zeznania kilku pierwszych świadków pod kątem ich zgodności. Nie dopatrzywszy się w poszczególnych fragmentach żadnych nieścisłości odsunął dokumenty od krawędzi biurka.
Zdecydowane stuknięcie w drzwi sprawiło, że obaj agenci wyprostowali się jednocześnie, spoglądając beznamiętnymi spojrzeniami na wprowadzanego do pomieszczenia dokera, pilnowanego przez dwóch regulatorów w kuloodpornych kamizelkach i hełmach z opuszczonymi na twarze osłonami. Haveloc potrafił sobie wyobrazić przerażenie każdego wiedzionego na przesłuchanie robotnika, prowadzonego bez słowa wyjaśnień przez ciemne korytarze objętego kwarantanną magazynu przez uzbrojonych funkcjonariuszy Magistratum, którzy cieszyli się wśród zwykłych mieszkańców zasłużenie złą reputacją. W umysłach tych nieszczęsnych ludzi musiały się kłębić histeryczne wizje, pełne srogich kar za rzekome wykroczenia, których żaden z nich nie potrafił sobie w panice przypomnieć.
Ariel Krupp okazał się wysokim mężczyzną przed czterdziestką, o gładko ogolonej czaszce naznaczonej bardzo starym i ledwie już dostrzegalnym fioletowym tatuażem zdradzającym przynależność do jakiejś scintillijskiej brygady przeciwpożarowej. Dekares nie poświęcił tatuażowi większej uwagi, koncentrując spojrzenie na zapuchniętym lewym oku dokera i rozciętej górnej wardze, na której dostrzec można było drobinki zaschłej krwi.
- Stawiał opór podczas zatrzymania? – Mordeci spojrzał pytająco na jednego ze strażników.
- Nie, sir – pokręcił głową regulator, twardym głosem dobiegającym spod zakrywającej twarzy osłony hełmu – Był już w tym stanie podczas akcji zabezpieczającej.
- Dziękuję, funkcjonariuszu, możecie odejść – kiwnął głową Mordeci, po czym zamilkł czekając, aż eskorta pozostawi śledczych sam na sam ze świadkiem.
Krupp wpatrywał się bacznie w twarz Haveloca, chociaż co kilka sekund zerkał dyskretnie w bok na Dekaresa, być może spodziewając się podświadomie nagłego ciosu ze strony opartego o ścianę agenta zadanego dla zmiękczenia aresztanta przed zadaniem pierwszych pytań. Mordeci świadom był faktu, że tego rodzaju praktyki dochodzeniowe były powszechnie stosowane we wszystkich formacjach policyjnych Sibellusa, zresztą oficjalne materiały szkoleniowe dla Magistratum i Adeptus Arbites poświęcały temu zagadnieniu wiele stron wskazując na najbardziej efektywne metody zadawania przesłuchiwanym bólu w celu złamania ich psychicznego oporu.
- Nazywam się Haveloc, to Barabosa – zaczął rozmowę Mordeci, wpatrując się w niespokojne oczy robotnika – Jesteśmy agentami specjalnymi Magistratum, odpowiedzialnymi za wyjaśnienie sprawy przemytu zakazanych dóbr przez doki Tarantini. W jaki sposób możesz nam pomóc?
- Ja? – mruknął niepewnie Krupp – Ja nic nie wiem, przysięgam!
- Zwróć uwagę na dobór moich słów – odparł Haveloc – Nie zapytałem cię, czy możesz nam pomóc, tylko jak. Odpowiedź odmowna nie istnieje, przyjmuję do wiadomości jedynie stopień kooperacji. Im wyższy, tym lepiej na tym wyjdziesz. Im mniej udzielisz nam informacji, tym większe ryzyko, że uznamy cię za osobę powiązaną ze szmuglerami.
- Proszę, to jakaś pomyłka! – Krupp zacisnął dłonie w pięści, uderzając nimi bezwiednie w kant biurka pod wpływem silnych emocji – Ja nic nie wiem o żadnym przemycie! To na pewno Bakkar albo Mortensen! Z nimi gadajcie, a najlepiej z Bakkarem!
- Dlaczego uważasz go za podejrzanego? – zapytał Dekares, zadowolony ze zmiany w systemie przesłuchań i tymczasową rezygnację z przedstawiania się pod postacią agentów Ordo. Barabosa podejrzewał, że bardzo przestraszony, ale mimo wszystko wciąż zdolny do trzeźwej rozmowy Ariel Krupp na widok inkwizycyjnej odznaki zachowałby się dokładnie tak samo jak jego poprzednicy: płacząc, modląc się żarliwie i błagając o litość bez zwracania uwagi na sens zadawanych przez śledczych pytań.
- Mortensen mówił na stołówce, że coś było nie tak z kontenerem z sekcji WG-43c – odparł natychmiast doker – Ładowaliśmy towar do tej sekcji na wcześniejszej zmianie, dobrze pamętam, a wtedy szefem był ten skurwiel Bakkar.
- Brak szacunku wobec przełożonego może oznaczać ciężkie konsekwencje – wtrącił napominającym tonem Mordeci – Posłuszeństwo i odpowiedzialność za swe obowiązki to filary zdrowego imperialnego społeczeństwa.
- Tak jest, sir! – Krupp wyprostował się bezwiednie, ale jakiś błysk w jego oczach podpowiedział Havelocowi, że niepokorny doker nie zgadzał się w pełni z napomnieniem agenta – Przepraszam za swoją arogancję, sir!
- Co jeszcze powiedział wam Mortensen na stołówce? – zainteresował się Dekares, zmieniając pozę, ale wciąż opierając się o ścianę. Robotnik zerknął na niego z ukosa swym spuchniętym i podkreślonym plamą sińca okiem, potem spojrzał ponownie na Haveloca.
- Tylko tyle, że w sekcji WG-43c było jakieś obcoświatowe zwierzę, które się wydostało z klatki i kogoś podobno zagryzło i że chyba to nie był nikt z naszych... a to znaczy, że ktoś obcy kręcił się po magazynie – opowiedział z lekkim wahaniem Krupp – A zaraz potem do środka władowali się agenci Magistratum, spędzili nas w jeden kąt i zabronili ze sobą gadać. Ale ja nie mam pojęcia, co to za zwierzę i skąd się tam wzięło, naprawdę! My nie obsługujemy żywych ładunków, to nie nasza działka! Czy będę o coś oskarżony, sir? |
|