Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Kodannon, doki Tarantini, 19 julius 831.M41, godz. 20.03
Dekares westchnął ciężko, a potem machnął dłonią w kierunku proktora Vriggo każąc mu przywołać do pokoju przesłuchań następnego z dwudziestki internowanych w stołówce dokerów. Agenci wybrali na miejsce pracy biuro kierownika zmiany, pozwalając blademu jak ściana Mortensenowi uprzątnąć naprędce rozłożone na stole dokumenty.
Pilnujący magazynu regulatorzy doprowadzali robotników do biura jednego po drugim, a kiedy każdy nieszczęśnik siadał sztywno na krawędzi wskazanego mu krzesła, zaczynało się identyczne i coraz nudniejsze w oczach Barabosy przedstawienie.
- Jak się nazywacie, obywatelu? - pytanie zadał tym razem Haveloc, siedzący na drugim krześle z pozornie rozluźnioną miną. Wystraszony człowieczek o wąskiej bladej twarzy i poplamionych tytoniem dłoniach zesztywniał natychmiast, skacząc wzrokiem po obu agentach oraz stojącym z boku proktorze.
- Samel Aretto, panie - wyrzucił z siebie zalęknionym głosem - Ale ja nic nie zrobiłem, przysięgam! Jestem bogobojnym człowiekiem i płacę wszystkie podatki! Możecie to sprawdzić u rachmistrza...
- Wierzymy w twą prawość, bracie - odezwał się Dekares - Lecz nas nie interesują twoje zeznania finansowe ani stopień zażyłości z kapelanem dystryktu. Potrzebujemy innych informacji i liczymy na twoją współpracę. Święte Oficjum na nią liczy.
- Święte... Oficjum? - wystękał z wyrazem panicznego lęku w oczach doker, zaciskając swe dłonie na oparciach krzesła tak mocno, że omal ich nie połamał - Święta... Inkwizycja?
Dekares polecił odprowadzić dwóch wcześniej przesłuchanych dokerów do sąsiedniej hali, nie zaś z powrotem do stołówki, by oczekujący wciąż na swą kolej nieszczęśnicy nie poznali zawczasu prawdziwej tożsamości agentów.
I tym razem cała historia powtórzyła się od nowa. Aretto zachwiał się na krześle, jakby zaraz miał zemdleć, a potem począł zarzucać swych gospodarzy nieskładnym i pozbawionym głębszego sensu potokiem zapewnień o swej niewzruszonej miłości do Złotego Tronu. Robotnik zdawał się przy tym nie zauważać cieknących mu po policzkach łez, wpatrzony w twarz Dekaresa niczym w świętą ikonę.
- Proszę... błagam... ja nie wiem nic, zupełnie nic! Ja jestem nikim, tylko tu pomagam, niczego nie widziałem!
- Och, to bardzo słuszne podejście do całej tej okropnej sprawy - wtrącił niemal wesołym tonem Mordeci - Myślę, że kiedy zakończymy to może nieprzyjemne, ale niestety konieczne spotkanie, wyjdzie pan stąd twierdząc wszem i wobec, że nic pan nie widział, nic nie słyszał i nigdy nie widział żadnego przedstawiciela Inkwizycji, prawda?
- Nie chcecie mnie zabrać do Trójrożca? - wydusił z siebie doker - Nie chcecie mnie... zabić?
- Zabić? - Haveloc zrobił przejętą minę, otwierając oczy równie szeroko jak przesłuchiwany robotnik - A za co mielibyśmy pana zabijać? To rutynowe przesłuchanie i nie jest pan o nic oskarżony.
- Chwilowo - przejął pałeczkę Dekares - Ale ten status prawny pozostanie niezmieniony tylko w przypadku pełnej kooperacji. Proszę pamiętać, Bóg-Imperator wszystko widzi i wszystko słyszy i domaga się sprawiedliwej kary za popełnione grzechy!
- Ja powiem wszystko! - głos robotnika przeszedł w wizg - Wszystko powiem, co wiem! Ale ja nic nie wiem, naprawdę nic!
Przesłuchanie trwało dalej, a wyciągane słowo po słowie zeznania składały się w całość z oświadczeniami wcześniejszych delikwentów oraz kierownika Mortensena. Kiedy kontener uległ rozbiciu, w feralnej części magazynu nie było nikogo, obsada zmiany pracowała przy luku załadunkowym przyjmując kolejne przesyłki. Donośny huk połączony z przedśmiertnym wrzaskiem zaalarmował znajdujących się najbliżej dwóch dokerów - Tomasina i Ricciego - ci zaś po dokonaniu makabrycznego odkrycia natychmiast wezwali kierownika Mortensena. Widząc truchło potwora i rozszarpanego na strzępy człowieka kierownik wezwał natychmiast lokalnych regulatorów, potem zaś zabronił swym ludziom podchodzić do znaleziska i zadzwonił do swego zmiennika, Isidora Bakkara, informując go o zaistniałej sytuacji.
Z dwudziestu pracujących na zmianie robotników tyranida miało sposobność zobaczyć zaledwie pięciu, Mortensen i czterech dokerów. Pozostali nie zostali przez kierownika dopuszczeni do magazynu, a chwilę potem zapędzono ich wszystkich do stołówki. |
|