Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Kodannon, doki Tarantini, 19 julius 831.M41, godz. 18.30
Poprowadzeni przez proktora Vriggo, akolici Ordo przemierzyli szybkim krokiem klaustrofobiczny labirynt przejść pomiędzy składowanymi na wysokich rampach kontenerami, w ciasnej ciemnej przestrzeni zionącej mnóstwem dziwacznych, wymieszanych ze sobą zapachów. W przejściach panował półmrok rozjaśniany jedynie poświatą przytwierdzonych do wsporników jarzeniowych lamp i latarek funkcjonariuszy Magistratum.
- Większość prac wykonują tutaj serwitorzy – wyjaśnił Vriggo, chociaż nikt go o nic nie pytał – Oni nie potrzebują pełnego oświetlenia, prawie wszyscy mają wszczepione implanty optyczne. Przynajmniej tyle z nich pożytku, te ich wszczepy.
- Sugerujecie, proktorze, że z posiadaczy cyberoczu niewiele jest pożytku? – zapytał pozornie wypranym z emocji, a przez to jeszcze bardziej złowieszczym tonem Malcolm, poklikując cicho swoimi implantami.
Vriggo zmieszał się natychmiast, wciągnął raptownie powietrze.
- Nie chciałem pana urazić, sir! – zapewnił gorliwie – Chodziło mi tylko o serwitorów... o, tutaj jest ten magazyn!
Oficer skręcił w jedną z bocznych odnóg labiryntu, docierając do jednej z rozgradzających halę kompozytowych ścian i wskazując zamknięte drzwi, na których straży stało czterech uzbrojonych regulatorów. Wszyscy wyprężyli się na baczność na widok przełożonego, wbijając wzrok w przestrzeń przed sobą, ale kątem oczu zerkając w stronę obcych. Mordeci nie miał wątpliwości, że wszyscy znali już tożsamość przybyszów, a posępna reputacja Świętego Oficjum wywarła na nich stosowne wrażenie.
- Żadnej rampy załadunkowej? – zapytał Haveloc wskazując palcem na drzwi, które właśnie otwierał jeden z towarzyszących gościom funkcjonariuszy – Którędy trafiają tam ładunki?
- Od góry, sir – wyjaśnił Vriggo zapraszając akolitów gestem dłoni do przejścia za próg – Hala ma rozsuwane wrota na dachu oraz szybkobieżne windy w każdej sekcji magazynu. Prawie wszystko sterowane jest Duchami Maszyny, sir, prawdziwa technomagia. W ciągu godziny przez wrota jednej sekcji składowej może przejść sto standardowych kontenerów towarowych.
Prowadzeni przez proktora akolici przeszli do pomieszczenia równie rozległego, co wcześniejsze, tym razem napotykali jednak co rusz rozstawionych na skrzyżowaniach przejść regulatorów, salutujących śpiesznie na widok nadchodzącego dowódcę.
- Tutaj, w prawo. Uprzedzam, że to dość nieprzyjemny widok – powiedział proktor pokazując jedną z odnóg, rozświetloną znacznie silniej blaskiem ustawionych gdzieś za rogiem potężnych przenośnych reflektorów. Malcolm zmarszczył lekko czoło łapiąc w nozdrza dziwny piżmowy zapach, zupełnie mu obcy, ale bardzo silny, mieszający się z charakterystycznym mdlącym odorem krzepnącej krwi.
- Och, w mordę... – jęknął Domingo Paxton, kiedy czwórka akolitów ominęła róg zbudowanej z kontenerów ściany i ich spojrzenia padły na silnie oświetloną przestrzeń w głębi magazynu. Malcolm nic nie odrzekł, ale poczuł lekki dreszcz na widok tego, przed czym przestrzegał ich Vriggo. |
|