Bors |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 15 Maj 2009 |
Posty: 665 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: WarSaw/Venedia Sector/Segmentum Obscurus Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Pokład Stella Felix, 18 aprilis 831.M41, godz. 23.53
Kapitan wyraźnie rozpromienił się na słowa agentki. Energicznie chwycił jej dłoń i ucałował dwornie pochylając głowę, wprowadzając tym szorstką Sepheryjka w lekkie zmieszanie.
- Wspaniałe! – Dodał unosząc wzrok. - Spodziewałem się tu jakichś nieokrzesanych podpalaczy stosów, a przyjdzie mi gościć kobiety piękne i obyte… jak również wielebnego ojca. – Przy tych słowach skłonił głową w stronę lekko zaskoczonego duchownego, czyniąc na piersi znak orła. Constantine odruchowo odpowiedział gestem.
- Oczywiście przed nami kilka dni podróży – ciągnął dalej, kierując się w stronę windy – i nie zabraknie nam czasu na rozmowę, ale rozumiem, co ma pani na myśli.
Lyra miała już ruszyć za kapitanem, gdy w miejscu zatrzymał ją kolejny sceniczny szept Kary.
- Nasze bagaże siostro. „Chyba” powinniśmy je zabrać. – Młodsza agentka ruchem oczu wskazała pinasę, w której pozostał cały ich arsenał i zabrane dokumenty.
- No tak. Cóż ze mnie za gospodarz. – Wpadł im w słowo Darwiche. – Z pewnością macie tam wiele niezbędnych „drobiazgów”. Ale, przecież nie będziecie tego taszczyć sami. Nie na moim okręcie. – dodał, dotykając jednego z osadzonych w czaszce kamieni. – Pullo! Asysta, Utha, teraz!
- Wzorzec potwierdzony. Wykonuje. – Odpowiedział metaliczny głos zza promu, na którego dźwięk trójka agentów odwróciła głowy. Kara nerwowo oparła dłoń na broni, próbując jednocześnie obserwować gospodarzy i nowe zagrożenie. Z półmroku wysunął się serwitor towarowy, w postaci niewielkiej platformy osadzonej na plecach trzech mosiężnych karłów. Poruszał się z cichym szumem kilka cali nad podłogą i płynnie wyhamował obok rudowłosej. Kapitan o, nie zwracając pozornie uwagi na nerwowe zachowanie agentów, ciągnął dalej w najlepsze.
- Oczywiście czekają na was kajuty gościnne. Niestety jest tam tylko jedna komnata łaziebna, ale liczę, że sobie poradzicie. Nie mogę wam też zapewnić żadnej służby. Nieczęsto wozimy pasażerów. – Dodał z żalem w głosie.
Nie szkodzi. Nie będzie nam potrzebna – odpowiedziała Lyra, próbując nadążyć za potokiem słów gospodarza.
- Wedle czasu pokładowego mamy środek nocy, więc sugeruję spotkać się na śniadaniu. Powiedzmy… o dziewiątej w mesie oficerskiej. Przyślę kogoś przed dziewiąta, żeby was zaprowadził. A na razie zajmie się wami Utha. – Ciągnął dalej kapitan, odwracając się w stronę jednej z towarzyszek.
- Bądź tak miła i zaopiekuj się naszymi gośćmi. Wskaż im kajuty w sekcji Alfa - zwrócił się do rudej, gładząc ją po ramieniu, jakby uspokajał dzikie zwierze. – Tylko, na nieskończoną miłość Imperatora, nie warcz na nich. To bardzo niegrzeczne. - Skarcił żartobliwie. Kobieta tylko gniewnie potrząsnęła głowa, wprawiając w falowanie grzywę rudych loków.
- Pełni tu obowiązki kogoś w rodzaju oficera bezpieczeństwa. – Dodał kapitan tonem wyjaśnienia, odwracając się w stronę Lyry. - Niestety nie potrafię jej oduczyć tych barbarzyńskich manier i chorobliwej podejrzliwości. To jakby mieć, za waszym wybaczeniem, pokładowego inkwizytora. Ale to naprawdę urocza dziewczyna.
Słuchając jego wywodów, agenci mieli czas przyjrzeć się „uroczej dziewczynie”, która musiała mieć dobre 190cm wzrostu. Jej twarz, okolona burza rudych loków, była bardzo ładna, choć rysy miała ostre, żeby nie powiedzieć drapieżne. Szczupłą i rzec by się chciało żylastą sylwetkę, podkreślały jeszcze jej nerwowe ruchy i obcisły, ciemnozielony kombinezon, wzmocniony w strategicznych miejscach pancernymi wstawkami. Słuchając swego pryncypała zdjęła wreszcie dłonie z wiszących u pasa broni o silnie zakrzywionych ostrzach, wsuwając kciuki za pas, w niewiele mniej wyzywającym geście. Gdy odwróciła się i wraz z serwitorem ruszyła w stronę pinasy, zobaczyli też kaburę umieszczoną na plecach.
Kara i Constantine ruszyli za nią, chcąc mieć swoje rzeczy cały czas na oku. Lyrę zatrzymał głos kapitana.
- Oddaję was w ręce mojego Cerbera, bowiem wzywają nas inne obowiązki – powiedział przepraszającym tonem. – Wraz z Salomis musimy wyznaczyć kurs i jak najszybciej wejść w Immaterium. Czeka nas wiec sporo pracy, ale już cieszę się na nasze spotkanie o poranku. Byłbym wdzięczny, gdybyście zaszczyciły mnie panie nieco bardziej oficjalnymi strojami. Jeśli nie macie nic stosownego, wybierzcie coś z garderoby gościnnej. Drzwi są naprzeciw komnaty łaziebnej. A teraz muszę panią opuścić. – Zakończył z dwornym ukłonem i odwrócił się na pięcie, wraz z czarnoskóra kobietą kierując się w stronę windy.
Lyra z pewnym zdziwieniem zauważyła, że z karku murzynki wyrasta, niczym osobliwy warkocz, pęk kolorowych kabli, zakończonych złotymi wtyczkami. Każda z nich była zaopatrzona w gęsto zapisany pergamin, powiewający jak dziwaczna kokarda. Kobieta była niewiele niższa od Uthy. Jej sylwetkę kryła luźna szata, o barwie tak ciemnej zieleni, że początkowo zdawała się niemal czarna a ruchy były oszczędne i pełne gracji.
Szefowa komórki odprowadziła tą dziwną parę wzrokiem, po czym odwróciła się w stronę zbliżającej się Uthy, za który podążał obładowany bagażami Pullo i reszta sekcji, wymieniająca z nią nieco zdziwione spojrzenia.
- W lewo. – rzuciła krótko rudowłosa, kierując się w stronę innej windy niż ta, w której zniknął przed chwilą kapitan. Jej akcent był szorstki, ale głos dźwięczny jak u chórzystki. Nie widząc innego wyjścia, agenci ruszyli za nią.
Po chwili znaleźli się wspólnie w niewielkiej kabinie o mosiężnej ramie i ścianach z polerowanej jak lustro stali. Maszyny pracowały cicho, a rudowłosa obserwowała trójkę agentów zza dzielącej ich platformy serwitora. |
|