Bors |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 15 Maj 2009 |
Posty: 665 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: WarSaw/Venedia Sector/Segmentum Obscurus Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Asteroida TS-471/6 C, Habitatu C-IV, 27 aprilis 831.M41, godz. 14:23
Bluźni. Otwarcie bluźni wobec ludzi i Złotego Tronu – w głosie Constantine’a zabrzmiała złość i niedowierzanie. - Niech mnie Imperator strzeże, jeśli nie dopadniemy tego kaznodziei.
Kara puściła słowa duchownego mimo uszu, dokładnie obserwując plac. Ponad coraz bardziej wzburzonym tłumem ujrzała przeciwległy wylot ulicy i dwa zaparkowane tam pojazdy. Stara, odrapana Furgonetka stała przodem do placu, ale uwagę agentki zwrócił zwarty, ciemny trójkołowiec. Miał odkryty silnik, otaczający tylne koło i otwartą kabinę zdolną pomieścić 5-6 osób. Przede wszystkim jednak, był zaparkowany tak, aby bez manewrowania opuścić plac. Tak jakby właściciel spodziewał się, że będzie miał niewiele czasu. Pojazd mógł skręcić w 13N, lub pojechać prosto w jedną z bocznych uliczek.
- Przeciwległy koniec placu. Obstawmy pojazdy i wylot uliczki. Tam go dopadniemy. – Stwierdziła, nie wdając się w szczegóły. – Mamy mało czasu.
Wszyscy troje ruszyli szybkim krokiem w stronę placu, słysząc za plecami tupot ciężkich butów. Kara rzuciła okiem za siebie, gdy dotarli do poprzecznej ulicy wyznaczającej początek placu. Na końcu ulicy formował się szpaler funkcjonariuszy uzbrojonych w pałki i strzelby. Dwóch zdejmowało z ramion rewolwerowe granatniki. Wszyscy nosili ciężkie pancerze, hełmy z logo Hax Gerthe i maski gazowe. Prostokątne tarcze z wizjerem zdobiły czerwone litery „SUBMIT NOW”.
Tym czasem w tłumie zaczęły się już regularne walki na pięści, pałki, i inne ciężkie argumenty. Co bardziej rozsądni uczestnicy czmychali w boczne uliczki. Kaznodzieja grzmiał nadal, szczelnie otoczony kordonem zamaskowanych ochroniarzy. - Strzeżcie się ciemności! Odrzućcie jarzmo ciemiężycieli! Zaprzestańcie pracy i módlcie się! Tylko wiara was ocali!
Lyra i Constantine zawahali się, widząc kłębiącą się masę ludzi. Najkrótsza droga do pojazdu prowadziła przez sam środek tłumu. Mimo że rozbił się on na walczące grupki to nie było pewności, że nie zostaną wciągnięci do walki. Nawet mimo wyraźnie widocznego uzbrojenia, zdolnego rozpędzić zbiegowisko w jednej chwili.
- Ruszamy bokiem i trzymamy się razem! – Głos Lyry był zdecydowany. – Szybko! Szybko!
Sepheryjka poszła w prawo, szybko przemieszczając się wzdłuż budynków. Mijani mieszkańcy patrzyli na nich ze strachem, widząc przerzuconą przez plecy strzelbę duchownego i pistolety obu kobiet. Kara odruchowo oparła ręce na broni. Od Constantine’a odbił się jakiś drobny mężczyzna w zmiętym drelichu. Spojrzał na duchownego i jakieś obraźliwe słowo zamarło mu na ustach. Dwóch wyrostków, którzy go popchnęli, czmychnęło w tłum. Lyra straciła cierpliwości za pomocą kilku celnych kopniaków usunęła sobie z drogi dwóch walczących górników. Obok głowy przeleciał jej złamany trzonek łopaty.
W trwającym zamieszaniu agenci Ordo przemieszczali się w miarę niepowstrzymanie, lecz zdecydowanie wolniej niż by sobie tego życzyli. Na szczęście Zakon Żelaznej Maski trwał nadal na swym posterunku, nawołując do buntu przeciw korporacji i zapieczętowania kopalni. Trzeszczący głośnik kaznodziei zamilkł dopiero na dźwięk pałek uderzających miarowo o tarcze.
Constantine dotarł pierwszy do rogu budynku, niemal naprzeciw trójkołowca. Boczna uliczka była wąska, słabo oświetlona i gwałtownie skręcała w lewo już po kilkunastu metrach. Lyra stanęła za nim, obserwując z bliska podejrzany pojazd. Wyglądał na niezbyt szybki, ale zwrotny. Tępy przód zaopatrzony w potężne reflektory zdobiły ostrzegawcze, czarno-żółte pasy i logo Hax Gerthe.
Kara w tym czasie szukał wzrokiem Zakonników. Ci opuścili już cokół, przemieszczając się powoli w jej stronę. Od pojazdu dzieliło ich około 20 metrów zbitego tłumu, ale torowali sobie drogę za pomocą swoich ciężkich pałek. W tym momencie na przeciwległym końcu placu tyraliera opancerzonych strażników dotarła do krawędzi placu. Głucho stęknęły granatniki. W tłumie wykwitły chmury gęstego, białego dymu. –Gaz łzawiacy – pomyślała agentka.
Na placu wybuchła panika. |
|