Bors |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 15 Maj 2009 |
Posty: 665 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: WarSaw/Venedia Sector/Segmentum Obscurus Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Asteroida TS-471/6 C, Habitatu C-IV, 27 aprilis 831.M41, godz. 14:16
- Wygląda mi to na pewną wskazówkę w naszym śledztwie. – Rzucił Constantine z nuta ironii w głosie.
Poprawił na ramieniu pakunek kryjący strzelbę i ruszył w stroną uliczki. Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo.
- Brzmi prawie jak plan.
- Zatem sprawdźmy kim są „Oni” i dlaczego „Przyjdą”.
Troje agentów ruszyło niespiesznie w stronę zamieszania, starając się wyglądać na gapiów… nawet, jeśli byli gapiami wyjątkowo dobrze uzbrojonymi i objuczonymi bagażem. Nim skręcili w uliczkę wpadła na nich para młodych ludzi w górniczych drelichach. Oboje nosili na twarzach podobne tatuaże, pokrywające prawy policzek i skroń. I oboje wyglądali na przestraszonych. Rzuciwszy zdawkowe przeprosiny pomknęli w stronę głównego placu. Lyra rzuciła okiem na tabliczkę z nazwa ulicy i prychnęła z pogardą czytając „C-IV/13N”. Miejscowi byli wyjątkowo finezyjni w nazywaniu ulic. Dotąd poruszali sie „C-IV/ Trakt Osiowy”.
„Trzynasta Północna” miała szerokość ledwie starczającą, aby minęły się w niej dwa pojazdy. Niespełna 200 metrów od skrzyżowania ulica wchodziła na niewielki, kwadratowy plac. Na samym środku, pośród zbiegowiska, liczącego już grubo ponad setkę ludzi, znajdowała się potężna kolumna. Był to jeden ze wsporników, podtrzymujących kopułę habitatu. Ceramitowo-metalowa konstrukcja, ozdobiona symbolami Hax Gerthe, wsparta na kamiennym cokole. Obecnie okupowała go grupa pół tuzina postaci w granatowych szatach i stalowych maskach, przypominających stylizowaną, kanciasta czaszkę. Byli uzbrojeni w styliska kilofów, którymi usuwali z cokołu nazbyt entuzjastycznych uczestników wiecu. Zbiegowisko składało się głównie z korporacyjnych mrówek i górników w zniszczonych drelichach i kombinezonach. Część wygrażała „Zakonnikom”, lecz większość słuchała ich z mieszaniną strachu i niedowierzania. Na cokole, za linią zamaskowanych „pacyfikatorów” stał człowiek z ciężkim, przenośnym zestawem nagłaśniającym na plecach. Jego glos odbijał się echem od okolicznych budynków, o odrapanych frontach i oknach pełnych gapiów.
- Stalowe Bestie nadeszły z ciemności, niosąc śmierć! – Grzmiał kaznodzieja. – Uwięzione w skale! Uwolnione przez zachłanność i pychę! Pieczęci zostały zerwane, bramy strzaskane! Pojednajcie się z Bogiem, żałujcie za wasze winy! Strzeżcie się ciemności, która przenika to przeklęte miejsce! Wy, którzy drążycie w jego domenie! W jego więzieniu! To wasza zachłanność uwolniła zło! Odejdźcie stąd, a bestia zaśnie! – Tłum szumiał coraz bardziej, rozdrażniony przemową. Constantine widział wyrostków sięgających po kamienie. Tymczasem głos zakonnika, prowadzony umiejętnie to przycichał, to sięgał niemal panicznej nuty. - Porzućcie, nim zbudzi się Pan Żelaznych Demonów! Nim padnie ostatnia brama! Porzućcie waszą grzeszną aktywność! Niech Bóg obróci w niwecz jego plany! Nim sługi ciemności przyjdą po nas wszystkich, a Jego więzienie stanie się Naszym grobem! Wzywam was, zaprzestańcie tego bluźnierstwa!
Trójka agentów znajdowała się wpół drogi do placu, gdy grupa stojących dotąd na uboczu mężczyzn w kurtkach Hax Gerthe ruszyła w stronę centrum zbiegowiska. Kara zauważyła, że gdy weszli tłum, w ich stronę ruszyło jednocześnie kilka stojących w nim osób. Tłum zgęstniał wokół prącej ku kolumnie grupy. Podniosły się krzyki, pałki. Poleciały pierwsze ciosy.
Mówca odwrócił się w stronę zamieszania. – Oto słudzy świętokradców i bluźnierców chcą mnie uciszyć! – Zagrzmiał, wyciągając rękę w stronę topniejącej w zamieszaniu grupy korporacyjnych. – Słudzy proroków mamony i pychy! Ale głos sprawiedliwości nie zamilknie! Zakon Żelaznej Maski Przynosi oczyszczenie i zbawienie! Prawda jest światłem w mroku!
Tłum wyraźnie zaczynał się polaryzować. Lyra wyraźnie widziała, że znaczna część zebranych potakuje, lub przynajmniej słuch a w skupieniu kaznodziei. W kilku miejscach zaczęła się jakaś szarpanina. W stronę cokołu poleciały pierwsze kamienie i śmieci. Constantine, który obserwował badawczo zakapturzone postacie, starając się przyporządkować je do którejś z Imperialnych sekt, lub wykluczyć taką ewentualność, zamrugał ze zdziwienia. Był niemal pewien, że kilka kamieni i śmieci mknących w stronę mówcy wyraźnie zwolniło i zmieniło tor lotu, tuż przed trafieniem w cel. Powietrze wokół niego lekko zadrżało.
Tymczasem Kara odwróciła się zaniepokojona. Trudno było mieć pewność w rosnącym hałasie, więc zaczęła nasłuchiwać. Od strony, z której nadeszli. Od strony głównego placu słychać było narastający łomot. Charakterystyczny dźwięk biegnących niemal w krok ludzi w ciężkich butach. Wielu ludzi. |
|