Bors |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 15 Maj 2009 |
Posty: 665 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: WarSaw/Venedia Sector/Segmentum Obscurus Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Osada Alfa, Punkt Kontrolny , 27 aprilis 831.M41, godz. 11:57
- A może warto by spierać się nadal? – Rzucił jakby w przestrzeń Constantine, odruchowo dotykając piersi, gdzie pod orlim medalionem dyndał kluczyk do kasetki.
- Aż tak Ci zależy na tych ładunkach ? – Lyra uniosła brew z powątpiewaniem. – Przecież wszystko odzyskamy w razie „zejścia pod ziemię”. W habitacie raczej nie grozi nam walka ze „stalowymi ludźmi”. A na pozostałych wystarczy tego, co mamy. – Dodała, opierając dłoń na kaburze.
Agenci szli wąskim, wysokim korytarzem prowadzącym do habitatu osady. Co kilka metrów przecinały go, w tej chwili otwarte na oścież, ciężkie, opuszczane śluzy. Ponad nimi, na wysokości ponad 4 metrów biegły równoległe platformy. Obserwująca to wszystko ze znawstwem Kara czuła pewien szacunek dla projektantów tej konstrukcji. W razie buntu, lub ataku z zewnątrz korytarz mógł zmienić się w szereg pułapek, ostrzeliwanych z góry przez dobrze osłoniętych i posiadających świetne pozycje obrońców. Na galeryjkach można było co jakiś czas dostrzec ludzi, nieodmiennie noszących barwy Hax Gerthe. Wstępu do wnętrza kompleksu strzegły pancerne drzwi z elektronicznymi zamkami. Umieszczone ponad nimi gargulce badawczo wpatrywały się w nielicznych, mijających je ludzi szklanymi oczami kamer.
Po kilku minutach kluczenia tym obronnym labiryntem, cała trójka dotarła do głównej bramy. Ogromnej śluzy, w której korytarz spotykał się z prowadzącym na lądowisko tunelem komunikacyjnym. Podążając za znakami trójka agentów skręciła w stronę mniejszych drzwi strzeżonych przez dwóch opancerzonych funkcjonariuszy. Już tylko szybka kontrola dokumentów i trzask magnetycznych zamków dzieliły ich od Osady Alfa.
***
Drzwi zamknęły się za nimi z głuchym trzaskiem i przed trojgiem przedstawicieli Ordo otworzył się główny plac Habitatu C-IV. Już w wejściu uderzył w nich zapach stęchłego, wielokrotnie filtrowanego powietrza, którego nie zarejestrowali wewnątrz kompleksu. Każdy oddech miał w sobie smak pyłu, maszyn i tysięcy ludzi. W uszach brzmiał miarowy, wszechogarniający rytm. Tak niski, że niemal niesłyszalny, lecz raczej odczuwany całym ciałem. Współgrał z wyraźnym pulsowaniem powietrza i po chwili uświadomili sobie, że to pracujące gdzieś w górze pompy powietrza, stanowiące mechaniczne płuca kompleksu.
Uświadamiając to sobie, Kara odruchowo spojrzała w górę i natychmiast zmrużyła oczy. Lecz zamiast ogromnych wentylatorów czy dysz, spojrzała wprost w podwieszone kilkadziesiąt metrów nad ulicą gigantyczne lampy, zalewające habitat białym światłem. Ponad nimi majaczyły monumentalne łuki kratownic i ciemność. Poniżej otwierał się kwadratowy plac, otoczony przez budynki zdobne kramami, barami i mniej oczywistymi przybytkami. Na wprost od śluzy otwierała się główna arteria komunikacyjna habitatu, przy której stały najwyższe, najbardziej okazale budynki. Wiele z nich sięgało ponad wysoko zawieszone reflektory, które prażyły niemiłosiernie w środku dziennego cyklu.
Plac roił się od ludzi, niewielkich pojazdów, straganów, wypłowiałych szyldów i plakatów. Atakował ich powodzią najróżniejszych dźwięków i obrazów, przywodzących na myśl uboższego, przyprószonego pyłem krewnego kopców Scintilli. Większość krążących tu mieszkańców nosiła górnicze kombinezony lub ciężkie płaszcze, podobne do skrywających trójkę agentów. Pośród tej szaro-brunatnej ciżby jak kwiaty lśniły bogate szaty kupców i urzędników korporacji, kuse czerwienie prostytutek oraz ostre barwy artystów. Gdzieniegdzie widać było kilkuosobowe patrole Służby Bezpieczeństwa Hax Gerthe, przed którymi tłum samoistnie się rozstępował.
Trójka agentów powoli schodziła w stronę placu. Lyra objęła ten obraz wzrokiem, planując już w kolejne kroki zespołu. Constantine z dezaprobatą spojrzał na stojący pośrodku placu pomnik świętego, którego szczegóły były tak zatarte, że nie sposób było go rozpoznać. Nigdzie nie zauważał też kościoła, ani nawet kaplicy. Kara, przecierając oko porażone blaskiem sodowych lamp, rozglądała się badawczo. Jej wzrok padł na stojącą nieopodal tablicę informacyjną, lecz z tej odległości trudno było odczytać wiszące na niej obwieszczenia. |
|