Bors |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 15 Maj 2009 |
Posty: 665 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: WarSaw/Venedia Sector/Segmentum Obscurus Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Pokład Stella Felix, Mesa oficerska, 19 aprilis 831.M41, godz. 08.57
- Witam szanownych gości. – Powtórzył Kapitan, tym razem zwracając na siebie uwagę Lyry. Niezarażony ciągnął dalej. – Skoro jesteśmy już w komplecie to myślę, że możemy zaczynać.
- Niech śniadanie nie stygnie zwłaszcza, że prócz pasażerów, zdobyłem również nieco świeżej żywności. – Dodał pół żartem klaskając w dłonie. Na ten sygnał towarzystwo powoli zaczęło zmierzać w stronę stołu, wokół którego krzątali się już serwitorzy. Przypominali oni złote figury, jakie wieńczyły dzioby archaicznych okrętów. Kapitan poprowadził cała trójkę agentów do stołu.
Sam Darwiche zajął ozdobny fotel u jego szczytu, po swej prawicy sadzając Lyrę i Constantina, a po swej lewej Karę, która z ulgą stwierdziła, że zarówno tech-kapłan, jak i Utha zajmuje miejsce w pewnym oddaleniu od niej. Mając chwilę na obserwację, nim wszyscy zajmą miejsca przy stole, trójka agentów z pewnym zdziwieniem stwierdziła, że prócz kapitana kadrę oficerską stanowią wyłącznie kobiety.
Krzesło obok Constantina zajęła siostra zakonna o przenikliwym spojrzeniu i orlim nosie. Jej szata i umieszczone przy pasie ozdobne przybory do pisania sugerowały, że należy do któregoś z zakonów Dialogus, a nie osławionych Sororitas Militant. Skłoniła głowę z szacunkiem i starannie ułożyła na krześle poły swej szaty. Naprzeciw Zakonnika, obok nerwowej Kary, usadowiła się dojrzała kobieta o mlecznobiałej twarzy i czarnych oczach, ubrana w oficerski mundur. Czarne włosy miała ściągnięte w kucyk. Obok niej o stół opierał się zdobny miecz łańcuchowy, odpięty dla większej wygody. Jej twarz wyrażała dumę i niezmącony niczym spokój.
Dalej przy stole widać było kobiety najróżniejszych ras i wieku, ubrane mniej lub bardziej elegancko. Wśród nich wzrok Lyry wyłowił wysoką murzynkę, którą spotkali wczoraj. Siedziała mniej, więcej w połowie stołu, rozmawiając z drobną chłopczycą o podgolonym karku i intensywnie fioletowych oczach. Obie, co jakiś czas, wymieniały uwagi z niepokojącą postacią w czerwieni i niedomytą trzydziestolatką o skośnych oczach. Kobieta miała na twarzy i dłoniach ślady smaru, co zabawnie kontrastowało z jej ekstrawagancką bluzką i jedwabnymi szarawarami. Ze stoickim spokojem ignorowała mechadendryty, które kilkakrotnie przemknęły jej tuż przed nosem. Co jakiś czas spoglądała z drwiącym uśmiechem w stronę siedzącej nieopodal białowłosej pilotki, która przywiozła ich nocą na statek. Wbita w niebieska suknie wyglądała na rozdrażnioną, ciągle coś poprawiając.
- Powstańmy wszyscy – Oświadczył oficjalnym tonem kapitan, widząc ze wszyscy są już przy stole. – Czas na modlitwę. Dziś, mam nadzieję, że siostra Jestilla mi wybaczy. Chciałbym poprosić naszego wielebnego gościa o poprowadzenie modlitwy.
Zakonnica z szacunkiem przytaknęła i wszyscy powstali, aby powtarzać za Constantinem słowa imperialnego credo i wysłuchać krótkiego błogosławieństwa. Gdy liturgii stało się za dość, w ruch poszły sztućce. Zaczęły krążyć gorące półmiski i pachnące chleby, dostarczane przez serwitorów.
Posiłek nieco dłużył się trójce agentów, którzy chcieli jak najszybciej rozmówić się z kapitanem. Zamiast tego, prowadzili zdawkowe rozmowy z sąsiadami i obserwowali jak, w miarę ubywania potraw na stole, posiłek zmienia się w poranną odprawę. Kobiety uzgadniały ze sobą najróżniejsze kwestie, w niektórych sprawach zgłaszając się do kapitana, który dla każdej miał chwilę czasu i dobre słowo.
Lyra obserwowała wszystko, wymieniając luźne zdania z kapitanem. Z jego odpowiedzi szybko wywnioskowała, że statek działał dłuższy czas na pograniczu Subsektora Malfia, zwalczając eldarskich piratów i kolaborujących z nimi ludzi. Siostra Jestilla wdała się w rozmowę z Constantinem na temat drusjanskich schizmatyków i kultów śmierci. Kara, nadal czując się nieswojo, wspomniała coś o łańcuchowym ostrzu prowokując monolog na temat Valhallańskiej szkoły szermierki. Jej sąsiadką okazała się być pierwszy oficer Stella Felix, licząca sobie 50 lat standardowych, jak z dumą oświadczyła, Barbara Volkodav.
Część osób opuściła mesę dość szybko, oddalając się do swoich zajęć. Agentów szczególnie ucieszyło wyjście Adepta Mechanicus, który do posiłku odchylił tylko nieco swoją maskę, pijąc jakiś mętny płyn przez srebrną rurkę. Oddalił się tuż przed podaniem recaffu i słodyczy, wraz z przybrudzoną sąsiadką, która okazała się być głównym mechanikiem.
- Drobne wahania mocy w generatorach – wyjaśniła krótko, podchodząc do kapitana – trochę przeciąża je pole Gellera.
Minęło nieco czasu, nim Lyra zdecydowała się przejść do tematu czekającej ją misji. Przy stole, prócz agentów inkwizycji i gospodarza pozostało jedynie kilka osób. Barbara Volkov i siostra Jestilla milczały, popijając recaff z pozłacanych filiżanek. Ta ostatnia z dezaprobata spoglądała na Uthę, która najwyraźniej uznała część oficjalną za zakończoną. Opierając na stole obcasy butów balansowała na krześle, zajadając jakieś owoce ze srebrnej patery. Wokół niej krzątali się trzej serwitorzy, uprzątając brudne naczynia.
- Ile może nam zająć podróż na TS-471? – Rozpoczęła ostrożnie Seferyjka, sięgając po recaff.
- Oh, to zależy. – Opodwiedział wymijająco Darwiche. – Co prawda weszliśmy w Pozaprzestrzeń dość gładko, ale jak twierdzi Salomis, a ja jej wierzę, przed nami niespokojny front Immaterium. Podobno od Orbell Quill rozchodzi się potężna fala, jakby zdarzyło się tam coś silnie rezonującego. Wy akurat podróżowaliście z tamtego regionu – dodał konwersacyjnym tonem, wypuszczając obłok fajkowego dymu – może coś wiecie? Spędziliśmy tyle czasu na pograniczu, że chętnie usłyszymy jakieś nowinki. |
|