Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
- Jeden trup... – wykrztusił spamatycznie wojskowy – Nic wam nie zrobi, sztywny na fest... potem opowiem, co i jak... dajcie pić...
- Max, sprawdź to – polecił natychmiast Olivier.
Ujęty przez kapitana pod ramię, rozbitek został czym prędzej zaprowadzony na najwyższy poziom Grendela, gdzie w mikroskopijnym ambulatorium czekał już ze skrzynką napojów i ręcznym skanerem medycznym Nathaniel. Głowa pilota opadała mu non stop na piersi, ledwie przebierał nogami podczas wspinaczki po stromych metalowych schodkach dzielących spód poziomu towarowego od ambulatorium.
Mężczyzna złapał pierwszą podaną mu butelkę oburącz, wypił ją duszkiem nie zważając na cieknące po podbródku krople soku; z drugą poradził sobie równie chwacko, tym razem jednak robił więcej przerw na złapanie oddechu.
- Myślałem, że tam wykituję – wykrztusił nieskładnie, tym razem już nie charcząc tak silnie jak wcześniej – Uratowaliście mi życie. Macie coś do zjedzenia?
W kambuzie był spory wybór prepaków o różnym smaku oraz paczkowanych wędlin, ale w trosce o żołądek gościa kapitan pozwolił mu podać na początek jedynie bochenek chleba. Wojskowy pochłonął go w ułamku chwili, wręcz pożerając wszystko do ostatniego okruszka.
- Ile czasu siedziałeś w tej kapsule? – zapytał Nath, kiedy rozbitek skończył jeść i zaczął pić z trzeciej butelki, tym razem już spokojnie, małymi łyczkami – Wyglądasz na skrajnie odwodnionego.
- Jakieś dwie doby – potrząsnął głową pilot – Normalnie wytrzymałbym dłużej, ale szlag trafił układ nawilżający powietrze i zacząłem się żywcem mumifikować! Wilgotność spadła do dziesięciu procent! Przez pierwsze godziny piłem to, co wysikałem, ale potem nie było już czym sikać...
- Jesteś sam? – odezwał się oparty o ścianę ambulatorium Olivier – Jak się znalazłeś w kapsule?
- Sam – Drake sposępniał nagle, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, co zmusiło go do skorzystania z pojazdu ratunkowego – Boże, gdyby nie wy, nikt by się nie dowiedział o niczym! Jestem z 720. Dywizjonu Speedboatów z bazy marynarki na Incentii, eskadra rozpoznawczo-patrolowa. Cztery dni temu skoczyłem z Equusa do Rhise, rutynowy patrol z Incentii na Ivendo. W Rhise czekał już w umówionym miejscu statek-matka Purcell, jednostka zaopatrzniowopaliwowa dla Speedboatów. Należał mi się tydzień odpoczynku, nakaz regulaminowy, inaczej człowiek mógłby oszaleć latając tyle godzin w pojedynkę. Na drugi dzień po wejściu na pokład Purcella kapitan odebrał sygnał alarmowy z kuriera marynarki, który się nagle pojawił w systemie. Oprócz mojej łodzi nie mieli żadnej innej jednostki w hangarze, więc wzięli kuriera do środka. Ja byłem w tym czasie w swojej kabinie, chyba tylko dlatego przeżyłem. Reszta zeszła do hangaru spotkać się z załogą kuriera... ale to była pułapka.
Edward Drake urwał na moment, pociągnął głębszy łyk napoju. Zastygli w napięciu marynarze Grendela nie odrywali od niego oczu, ale nie ponaglali mężczyzny zdając sobie sprawę ze stopnia wyczerpania jego organizmu.
- W kurierze byli piraci, skurwiali kryminaliści. Musieli go wcześniej gdzieś zdobyć, załogę pewnie zamordowali. Wcisnęli się do środka po dwóch, trzech na jedno standardowe miejsce. Wystrzelali załogę tendera w hangarze, to była czysta robota, egzekucja. Usłyszałem strzały i krzyki, kapnąłem się zaraz, co jest grane. Na pokładzie Purcella nie miałbym szans, ale chciałem im darować napadu. Podłożyłem im małe ładunki wybuchowe na kosoletach w maszynowni, żeby rozwalić układ sterowania napędem, a potem zwiałem do najbliższej kapsuły. Tam dopadł mnie jeden z nich, widocznie przeszukiwali statek, żeby się upewnić, że wszyscy nasi nie żyją. Wepchnąłem drania z rozpędu do kapsuły, inni zaczęli za nami strzelać przez właz, zanim go nie zatrzasnąłem. Tamten oberwał od swoich, zginął, ale rozwalili też część aparatury w kapsule i jej log. To dlatego nie miałem z wami łączności radiowej, szlag trafił komunikator, układ manewrowy też się sypnął.
Pilot przesunął spojrzeniem po twarzach słuchających go w skupieniu mężczyzn.
- Nie wiem jak wam dziękować. Gdyby nie wy, pewnie by mnie ktoś znalazł za parę lat albo i wcale. |
|