Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
8 stycznia 2309, godz. 5.50, obrzeża systemu Rhise, cztery godziny po wyjściu z nadświetlnej
Kiedy kadłubem Grendela wstrząsnął donośny metaliczny huk, trzej stojący przed śluzą mężczyźni wymienili znaczące spojrzenia. Nathaniel i Olivier sprawdzili raz jeszcze komory swych gładkolufych strzelb i ustawienie ich bezpieczników, bo aż do momentu pochwycenia przez manipulatory ewentualni pasażerowie kapsuły nie nawiązali żadnego kontaktu radiowego z załogą frachtowca. Napięcie rosło z każdą sekundą i chociaż kapsuła była bezsprzecznie federalnego pochodzenia, marynarze doskonale pamiętali wstrząsającą opowieść o podjęciu dwa lata wcześniej innego pojazdu ratunkowego w systemie Whanga, na którego pokładzie znaleziono jedynie zmasakrowane ludzkie szczątki i dwa zahibernowane Klackony, natychmiast zresztą zabite. Zdarzały się też sytuacje, kiedy z kapsuł podejmowano na pokłady jednostek ratunkowych rozbitków oszalałych wskutek zbyt długiego przebywania w klaustrofobicznych warunkach, wpadających w amok na widok swych wybawicieli.
Machado nie zamierzał podejmować zbędnego ryzyka, dlatego wydał pozwolenie na pobranie z magazynku broni jako asekuracji na wypadek nagłego zagrożenia.
- Kołnierz uszczelniający jest hermetyczny – w eterze rozległ się głos Johna, kontrolującego status akcji ratunkowej z poziomu mostka – Pompuję powietrze.
Na panelu kontrolnym przy drzwiach śluzy paląca się dotąd czerwonym blaskiem lampka zmieniła barwę na bursztynową, zaczęła rytmicznie migać. Zza włazu do uszu mężczyzn dobiegł syk pracujących kompresorów, który ucichł po kilkunastu sekundach. Lampa na panelu zmieniła kolor na zielony.
Kapitan oparł karabin o nogę, złapał oburącz za obrotowy zamek włazu, odkręcił go szybko. Ubrany w niewygodny próżniowy skafander Max, wyglądający w nim wyjątkowo niezdarnie i równie źle się czujący, wszedł do wnętrza wychłodzonej śluzy, nie odrywając wzroku od pokrytej warstewką szronu kapsuły i podtrzymując lewą ręką przewieszoną przez ramię butlę palnika. Jego spojrzenie zatrzymało się na tabliczce znamionowej przynitowanej pośrodku włazu kapsuły.
FNS „Purcell”. Kapsuła numer 3.
- Federalna marynarka – powiedział do komunikatora. Olivier i Nathaniel wymienili ponownie spojrzenia, gubiąc się w domysłach co do pochodzenia pojazdu.
Inżynier uderzył w środek włazu noszonym na pasku przy nadgarstku młotkiem: raz, drugi, trzeci. Głuche echo poniosło się wnętrzem śluzy. Wyglądający przez pancerną szybę w wewnętrznych drzwiach śluzy mężczyźni zamarli w bezruchu oczekując na jakąkolwiek reakcję ewentualnych pasażerów. Gdyby nikt nie odpowiedział to te ewidentne wezwanie do otwarcia wejścia, Max zamierzał wyciąć zamek we włazie kapsuły palnikiem acetylenowym, ale to była ostateczność.
Przez kilkanaście sekund nic się nie działo. W śluzie panowała całkowita cisza, w której wyraźnie dało się słyszeć niski basowy pomruk układu napędowego Grendela. Potem zamek kapsuły zaszczękał metalicznie, a trzej marynarze natychmiast napięli mięśnie.
- John, mamy kogoś żywego – rzucił w eter inżynier – Przygotuj się na awaryjnie zamknięcie sektora towarowego, ale tylko na moje wyraźne polecenie albo po zerwaniu z nami wszelkiej łączności.
Drzwiczki kapsuły zazgrzytały pchnięte od środka, odskoczyły na bok otwierając niewielkie kwadratowe wejście wiodące do wnętrza miniaturowego pojazdu.
Blunt spojrzał wprost w wylot lufy laserowego karabinka, wycelowanego w jego pierś. Trzymający broń mężczyzna kucał tuż za włazem, wpatrując się w marynarzy Grendela szeroko otwartymi oczami. Był młody, przeraźliwie blady, o gęstym zaroście na twarzy i skołtunionych włosach. Jego podarty wojskowy kombinezon nosił barwy i insygnia federalnej marynarki, ale był w opłakanym stanie.
Pasażer kapsuły omiótł obcych rozgorączkowanym wzrokiem, wciąż celując w tors kapitana.
- Coście za jedni? – wychrypiał spierzchniętymi, spękanymi ustami – Kim jesteście?
Ledwie mówił, prędzej zresztą można było tę formę komunikacji nazwać charczeniem niż normalną mową. Max zorientował się natychmiast, że pasażer był na skraju odwodnienia, ledwie potrafił formułować zrozumiałe dźwięki. Człowiek w takim stanie, wycieńczony i doprowadzony do ostateczności, mógł być śmiertelnie niebezpiecznym zagrożeniem. |
|