Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
W eterze zapada ciężka cisza, przerywana jedynie suchymi trzaskami radiowych zakłóceń. Kapitan Carlyte odezwał się po kilkunastu sekundach, analizując wpierw widać zaskakujące wieści, które usłyszał.
- John, zakładam, że to faktycznie ty... Czyżbyś ozdrowiał w jednej chwili? Przed chwilą stałeś jeszcze jedną nogą w grobie.
- Nagła zmiana sytuacji – rzucił pośpiesznie w eter nawigator, po zmianie koloru ikon na ekranie komputera uświadamiając sobie znienacka, że Purcell uaktywnił ostatnią sprawną wieżyczkę. Rzut okiem za pancerną szybę okna potwierdził jego podejrzenia: podwójnie sprężone działko laserowe Suraba MX-205 mierzyło wielkimi lufami prosto w potrójną warstwę armaplasu stanowiącą jedyną barierę pomiędzy wnętrzem mostka i chłodem kosmicznej pustki. Jeden strzał i po mnie, pomyślał z rozpaczą John, jeden strzał...
- Purcell, mam na skanerze ostrzeżenie przed namierzaniem – powiedział szybko, nadając na otwartym kanale w nadziei na to, że usłyszą go pozostali członkowie załogi – Mam nadzieję, że nie zamierzacie podejmować żadnych agresywnych działań?
- John, mój poziom zaufania do twojej osoby właśnie drastycznie spadł – padła twarda odpowiedź federalnego kapitana; bo że dowódca Purcella był oficerem marynarki, a nie piratem, tego nawigator był już w stu procentach pewien – Nie wiem, w co tam sobie pogrywacie, ale nie zamierzam dopuścić do powtórki sprzed piętnastu godzin. Podaj swój dokładny status, ale tym razem bez gierek. Mamy tu palce na spustach, więc dobrze uważaj na słowa.
- Jakieś osiem godzin temu wyskoczyliśmy z nadświetlnej przy boi nawigacyjnej z Incendo – powiedział John, świadom niebezpieczeństwa i starannie formułujący zdania – Nasz komunikator odebrał sygnał ratunkowy z waszej kapsuły. Zgłosiliśmy Kontroli Przestrzeni Rhise podjęcie akcji ratunkowej, ale dotąd nie dostaliśmy potwierdzenia.
- Podjęliście kapsułę na pokład? – w głosie Carlyte pojawiła się nuta podekscytowania – Ilu ludzi było w środku?
- Jeden żywy i jedne zwłoki. Żywy miał na sobie tag marynarki i mundur, podał się za pilota Speedboata. Uwierzyliśmy mu, bo wszystko wydawało się pasować do układanki. Twierdził, że uciekł z opanowanego przez piratów tendera i domagał się odbicia zaopatrzeniowca. Zaczęliśmy działać w tym kierunku, ale...
- Czekaj, John. Jak wyglądał ten człowiek, który przeżył?
- Biały, młody, wyspor...
- Boże, John, macie na pokładzie mordercę! Drugi człowiek w kapsule był czarnoskóry, prawda?
- Tak, Murzyn w cywilnych ciuchach, ale myśleliśmy...
- To był prawdziwy Edward Drake! Ten skurwiel zabił go i ukradł tożsamość. Gdzie jest w tej chwili?!
- Chciałbyś wiedzieć, psie? – w eterze rozległ się znienacka cichy, zły głos, przesycony jadem i nienawiścią – Chodź tu i spróbuj mnie dostać, to cię wykończę tak samo jak tego czarnego pieska! Nie miał ze mną szans, rozumiesz?! Najmniejszych szans!
Nawigator poczuł lodowaty dreszcz pełznący w dół kręgosłupa. Drake ukrywał się gdzieś na Grendelu i miał przy sobie ręczny moduł komunikacyjny, z pewnością wyciągnięty z szafki Machado. Podczas przygotowań do abordażu na tendera Oliver rozdał wszystkim broń, przydzielił obydwa skafandry i wręczył swoim marynarzom moduły łączności. John nie pamiętał, by Drake dostał własny, ale w panującym w magazynku zamieszaniu mógł bez trudu zwędzić jeden z pozostałych dwóch komunikatorów.
A teraz nasłuchiwał na otwartym kanale, chichocząc przy tym w maniakalny sposób. |
|