Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
8 lutego 2309, godz. 11.05, sekcja kompensatorów grawitacyjnych
Max pokonał dwa całkowicie opustoszałe poziomy techniczne pod płytami kosmoportu, przemierzając mroczne korytarze z uczuciem duszy na ramieniu. Według miernika skafandra wewnątrz kompleksu znajdowało się bogate w tlen powietrze, co dowodziło braku rozszczelnienia pod wpływem wstrząsów, inżynier nie zdejmował jednak hełmu - zawsze istniało ryzyko, że podczas trzęsienia ziemi do powietrza przedostały się jakieś niebezpieczne związki chemiczne.
Mijając kolejne warsztaty, magazyny i hale załadunkowe zaglądał uważnie do ich kiepsko oświetlonych awaryjnymi lampami wnętrz, ale nigdzie nie zauważył śladu ludzkiej obecności: ani żywych ani martwych Mariposańczyków. Nastroiło go to nieco pozytywniej do całej akcji, bo mógł już przyjąć za pewnik, że masywna podziemna konstrukcja lądowiska nie odniosła takich uszkodzeń jak jej część naziemna, a pracujący tutaj koloniści zdążyli uciec do głębiej położonych schronów - świadczyły o tym dostrzegalne wszędzie ślady raptownej ucieczki: porzucone narzędzia, otwarte puszki z napojami, niedopalone papierosy. Nigdzie nie widział też tego, co mogłoby dowodzić bardziej dramatycznych wydarzeń: nie zauważył jak dotąd żadnych plam krwi.
W eterze słyszał wyłącznie szumy, więc ściszył komunikator do końca, świadom faktu, że ani John ani żaden z pozostałych ratowników nie zdoła go wywołać przez radio pod wieloma metrami kompozytowej skorupy. Poruszał się według wskazań zaprogramowanego przez Johna lokalizatora, ale i dostrzeganych co jakiś czas tablic informacyjnych, umieszczonych na ścianach korytarzy.
Sala sterowania kompensatorami znajdowała się na trzecim poziomie podziemi, chociaż Max wiedział, że same urządzenia musiały być zamontowane tuż pod powierzchnią księżyca. Inżynier wszedł do środka otwierając sprawny rozsuwany właz, obejrzał uważnie migające tu i ówdzie na konsoletach lampki. Wszystkie komputery były wyłączone, ale Max wiedział, że zdoła się bez nich obejść. Miał kiedyś sposobność pracować z tego rodzaju sprzętem i znał procedurę mechanicznego uruchamiania kompensatorów. Szybko odnalazł wielką tablicę rozdzielczą i odetchnął z ulgą stwierdzając, że posiadała pełne zasilanie elektryczne. Nie było to w zasadzie wielkim zaskoczeniem, bo krytycznie ważne instalacje takie właśnie jak kompensatory grawitacyjne musiały posiadać niezależne źródła zasilania, ale Max zakładał wcześniej, że również awaryjny generator energii miał prawo wysiąść podczas trzęsienia.
Ten jednak działał wywołując szeroki uśmiech na twarzy Blunta. Pogwizdując pod nosem inżynier zidentyfikował kilkanaście przełączników pozwalających manualnie skalibrować ustawienia kompensatorów, ustawił je w odpowiednich pozycjach skrupulatnie sprawdzając każdy z nich. Jeden błąd mógł mieć katastrofalne skutki dla ludzi na powierzchni kosmoportu - nagły skok w sile przyciągania byłby w stanie zmiażdżyć Aurorę i zabić znajdujących się w obrębie działania pola ludzi w ułamku sekundy.
Ustawiwszy wszystkie przełączniki Max obejrzał je raz jeszcze uważnie, a potem pociągnął za dźwignię uruchamiającą kompensatory.
Na obudowie tablicy nie zapaliły się zielone lampki sygnalizujące status każdego z czterech kompensatorów... nie zapaliły się żadne diody, również te czerwone, wieszczące awarię. Max zmarszczył czoło, ponieważ widział wyraźnie zieloną kontrolkę palącą się ze stałym natężeniem w dolnej części tablicy. Urządzenie miało zasilanie elektryczne, a przełączniki zostały ustawione w poprawny sposób, zgodnie ze specyfiką klasycznego przyciągania ziemskiego.
- Ki czort? - syknął inżynier walcząc z pokusą podrapania się po ukrytej w hełmie głowie - No, czego nie działasz?
Wytłumaczeniem nie mogły być zerwane kable łączące konsoletę sterującą z modułami kompensatorów, bo w przypadku braku bezpośredniego połączenia z generatorami grawitacji cała górna część tablicy powinna była już pulsować czerwonym blaskiem diod.
Max przyklęknął pod tablicą, zdjął z pasa śrubokręt, swój karabin oparł o pobliską ścianę. Podważywszy czubkiem narzędzia płytę przesłaniającą dolną część tablicy zdołał ją odgiąć na tyle mocno, by wyskoczyła z zaczepów odsłaniając wnętrze konsolety.
Układy elektroniczne składające się na moduł interpretatora poleceń manualnych piętrzyły się na spodzie obudowy, wyrwane z list mocujących i rozbite na drobne kawałki połączone szczątkami porozrywanych kabelków. |
|