Radziu |
Gracz oszczędny w słowach |
|
|
Dołączył: 31 Sie 2007 |
Posty: 332 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Wrocław Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
GWIEZDNE
WOJNY
UCHODŹCY
Sojusz Rebelii przeżywa ciężkie chwile. Mimo, iż Imperium
nie traktuje zagrożenia z ich strony poważnie to każdy ośrodek
buntu jest błyskawicznie niszczony.
Na księżycu Sulon grupa buntowników pod przywództwem
Morgana Katarna organizuje ludność do walki
ze złowrogim Imperium Galaktycznym.
Słudzy Imperatora przygotowują uderzenie,
które ma przesądzić o kolejnej druzgocącej
porażce Rebelii...
***
- Nie wygląda to dobrze Morgan. - odezwał się jeden z zaufanych przyjaciół Katarna. - Ostatnie informacje przekazane przez naszych informatorów wyraźnie wskazują, że Imperium postanowiło uderzyć na Sulon.
- Wiem.. - westchnął Katarn. - Jednak nie mamy wyjścia jak tylko bronić się tu i zatrzymać ich choć na chwilę. Ci wszyscy ludzie liczą na naszą pomoc. Odkąd przystaliśmy do Sojuszu to wzięliśmy także odpowiedzialność za tych wszystkich niewinnych ludzi. Mamy teraz ich zostawić?
Dwaj mężczyźni wyszli na balkon położony we wschodniej części strefy mieszkalnej. Właśnie wschodziło słońce i spokojna dotąd osada powoli budziła się do życia. Był bezchmurny dzień. Doskonała widoczność pozwalała dostrzec w oddali pałac Inkwizytora Jereca, zarządcy planety z ramienia Imperium. Katarn był świadom zbliżającego się ataku jednak teraz mógł myśleć tylko o swoich przyjaciołach i o całej populacji Sulonu, która jest zagrożona przez to, że on, Morgan Katarn, poparł Rebelię.
- Nie.. - zawahał się towarzysz Katarna. - Ale pamiętaj, że teraz twoje życie może być cenniejsze od życia tych wszystkich ludzi. Posiadasz klucz... Jego utrata zapewni Imperatorowi władzę, której żadna siła nie zdoła obalić.
- Jestem tego świadom. Nie bój się o mnie Qu Rahn. Według naszych informatorów Imperium nie wykona żadnego ruchu przez jeszcze co najmniej pięć dni. Muszą zorganizować flotę a tutejszy garnizon to za mało, żeby nas pokonać.
- Obyś miał rację... A teraz choć ze mną. Chciałbym ci coś dać.
***
Nic nie zapowiadało tego co zaszło. Nie było alarmu, nie było ostrzeżenia. Tylko ruch, szamotanina i strzały. Południowa brama została sforsowana w ciągu kilku sekund. Nagle na ulicach wypełnionych w południe rodzinami osadników załatwiającymi w spokoju swoje sprawy zrobiło się biało.
Imperialni szturmowcy wkroczyli na główny plac ostrzeliwując poprzedzający ich rozhisteryzowany tłum mężczyzn, kobiet i dzieci. Szturmowcy szli po trupach i dogorywających ciałach osadników w stronę elektrowni geotermalnej G-Tap, będącej siedzibą ruchu oporu.
Nim rebelianci odkryli, że zapewnienie, jakiego udzielił im dziś rano Morgan Katarn o tym, że mają jeszcze czas, jest tak naprawdę stekiem bzdur to komandosi imperium, znani jako Batalion Duchów zdołał już wedrzeć się do ich kwatery głównej i rozpocząć największą masakrę jaką do tej pory doświadczyła Rebelia. Nikt z umierających nie mógł wiedzieć, że ich przywódca właśnie w tej chwili opuścił elektrownię i biegiem przemierza wyludnione ulice osady będącej niegdyś jego domem.
***
Odziany w czarne szaty mężczyzna w średnim wieku stał na tarasie pałacu w stolicy Sulonu i spoglądał na zachód. Jego słudzy często zastanawiali się dlaczego właściwie ich pan przykłada tak wielką wagę do możliwości patrzenia na wszystko co go otacza. Wszakże ich pan, Jerec, był ślepy. Nie wszyscy wiedzieli jednak, że przedstawiciele rasy Miraluka mieli niezwykły dar widzenia poprzez Moc.
Słudzy Inkwizytora rozprawiali cicho za plecami swego pana o ataku prowadzonym przez siły Imperium.
- Przyprowadźcie mi Katarna. - odezwał się Jerec a głosy za nim umilkły w jednej chwili. - Żywego... I przekażcie wiadomość na Zemstę, bezpośrednio do kapitana Thrawna. Ma zniszczyć każdy obcy statek zamierzający opuścić Sulon. |
|