Krisu |
Elokwentny gracz |
|
|
Dołączył: 31 Sie 2007 |
Posty: 423 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Wrocław |
|
|
 |
 |
 |
|
Lato 1643 roku ku końcowi się zbliżało, ale od dawna panujące upały wysuszały stepy i brązowiły kostrzewy i ostnice. Suche badyle zastępowały krzaki, a wszędobylskie osty czepiały sie boków konia.
Polnym traktem jechał młody szlachcic. Jego imię brzmiało Jan z domu Bronisz herbu Wieniawa. Dwudziestokilkuletni młodzian o szerokich barach , jasnej czuprynie i niebieskich oczach. Ubrany prosto, po żołniersku. Rysia czapa z piórkiem, ciężka szabla husarska przy pasie.
Samemu przyszło mu przemierzać te puste tereny gdyż resztę kompaniji, z którą podróżował choroba zmogła, a pachołki z nimi zostali coby opieka Panów otoczyć. Janowi zaś śpieszno było. Gorąca krew w żyłach huczała.
Niedawno dowiedziawszy się o śmierci stryja i pozostawionym przez niego na kresach majątku postanowił na Ruś ruszyć by o prawa do spadku sie ubiegać. W rodzimym domu przy czwórce starszych braci nie miał co liczyć na schedę, a żaden z rodziny w daleka podróż na wschód sie nie kwapił. Przeto Jan szansę swą zwietrzył i co koń wyskoczy wraz z towarzyszami broni na Ruś sie udał.
Późne popołudnie już było gdy szlak przez las wiodący w niewielką polanę się otworzył. Na jej środku zaś zdumiony młodzian ujrzał gospodę. Zdziwiło go to, gdyż szynki raczej we wsiach się spotykało, które z obawy przed tatarskimi najazdami mocno ufortyfikowane były. Ale tu z dala od ludzkich sadyb, aż dziw że przetrwała.
Jednak perspektywa kolejnej nocy pod gołym niebem niezbyt sie Janowi uśmiechała. przeto skierował rumaka w stronę zabudowań. |
|