Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Łąka po przeciwnej stronie Mrukowa
Gustaw Leszcz wstrzymał swego wierzchowca tuż przed ujmującym się pod pachy Mikołajem, omal nie tratując potężnego hajduka kopytami. Sędziowskiemu zausznikowi nawet nie drgnęła powieka na widok nadjeżdżającego szlachcica, w zamian uśmiechnął się złowieszczo spozierając z ukosa na parę przyciskanych do trawy ramionami pachołków mężczyzn w szaroburych odzieniach.
- Nasz ogon? – zapytał bez ogródek pan Gustaw, zeskakując z siodła i oddając konia w ręce najbliższego hajduka – Wiadomo już, cóż to za jedni i czego za nami leźli?
Mikołaj odwrócił się w miejscu, po czym przydeptał rozcapierzoną dłoń jednego z brańców, wyrywając z jego gardła zdławiony wizg bólu.
- Szlachetny pan zapytuje, coś ty za jeden, tedy powtórz grzecznie to, coś mi przed chwilą rzeknął – polecił Mikołaj.
- Jestem Jędruś Solny, miłościwy panie – wyrzucił z siebie przydeptywany więzień, przekręcając w bok głowę i zezując błagalnie w stronę stojącego ponad nim Leszcza – Od pana starosty Ambrożego z Rycerki, panie!
- Od pana starosty, powiadasz? – pokręcił głową Gustaw – A czemu to za nami węszyliście, co? Pan starosta wam kazał po krzakach się kryć, a śledzić?
- Jako miłościwy pan rzecze, dokładnie tak było – zapewnił herbowego natychmiast więzień, wciąż posykując z bólu, bo Mikołaj wcale buta z jego dłoni zdjąć nie zamierzał – Mieli my za waszmościami iść, a popatrywać, co też waszmościowie czynić będą.
- I tylko tyle? – udał zdziwienie Leszcz – Tylko popatrywać? A kiedy mieliście na nas donieść cnemu panu staroście? Czegoście wypatrywali?
- Czy harnasia najdziecie, panie! – odpowiedział Jędruś – Jeno tyle! Jakbyście go naszli, a pojmali, mieli my w te pędy do Rycerki wracać, a pana starostę powiadomić, że Komoda w pętach siedzi!
- Jeden uciekł, psi syn – powiedział Mikołaj, kiedy szpieg starosty umilkł z wyrazem strachu na twarzy – Dwóch my capnęli, ale tamten się bardziej w tyle trzymał. Czmychnął iście jak zając, pewnikiem już w połowie drogi do pana Ambrożego jest, taki był żwawy!
- Dajcie na niego pozor, a wy pozwólcie ze mną na bok, zacny Mikołaju, mus nam się w cztery oczy rozmówić – zdecydował Gustaw popatrując ponad strzechami góralskich chat na dzwonnicę kościółka.
Szlachcic i hajduk odeszli kilkanaście kroków w bok, aż za miedzę łąki i poza zasięg nadstawianych bacznie uszu sędziowskich pachołków.
- Cosik wam rzeknę, Mikołaju, ale słuchajcie mnie spokojnie, a nie skaczcie z radości, a rękami machajcie, bo to na razie tajemnicą musi zostać – oświadczył przyciszonym głosem Gustaw – Mamy Komodę w garści.
- Złapaliście harnasia? We wsi? – wbrew obawom Leszcza zausznik sędziego Kmity nawet czoła nie zmarszczył, doskonale panując nad swymi emocjami i jawnie dowodząc tego jak przebiegłym i niebezpiecznym był człowiekiem.
- W kościółku – wyjaśnił cicho Gustaw – Panowie bracia go tam pilnują, a za ozór pilnie ciągną, bo cosik się nam zdawa, że on nie do końca w napadzie paluchy maczał.
- A jeśli nie on, to kto? – tym razem rosły hajduk zmarszczył czoło, poprawił sobie machinalnym ruchem ręki opadającą na oczy myckę – Widzi mi się, że łże jak pies...
- Banda zbójników z Węgier. Tako rzecze i wierzcie mi. Mikołaju, żeśmy gotowi mu wierzyć, bo mamy ku temu swe powody.
- Tedy go wolnym chcecie puścić nie bacząc na sędziowski nakaz pojmania? – Mikołaj nadal mówił ściszonym głosem, ale ogniki w jego oczach wieściły rychły wybuch emocji – Słowo zbója na szali kładziecie przeciwko prawu?
- Cichajcie, Mikołaju, bo jeszcze nas kto usłyszy – syknął ostrzegawczo Leszcz – Sprytny plan w głowie mamy i chyba dwie pieczenie na jednym ogniu się nam uda upiec. Harnaś wielce jest pewien, że to słowackich zbrodzieniów czyn i o pomoc nas prosi. Mamy z nim razem na tamtych zbójników najechać, by ich wybić, a synowca Kmity uwolnić, jeśli jeszcze żyw. Tedy nam pomysł przyszedł, by siły połączyć i na tamtych uderzyć, a potem się przeciwko Komodzie zwrócić i jego też pojmać. Jeśli Bóg sprawiedliwie nasze uczynki oceni i pomocą wesprze, a łaskami, i Słowaków na gardle pokarzemy i Komodę zaciągniemy na szafot w Rycerce. Co tedy rzekniecie, zacny Mikołaju?
- Ano tyle rzeknę, żeście sprytni jako lis, panie Gustawie – uśmiechnął się kącikami ust sędziowski zausznik – I wielcem ciekaw, czy nam się ten fortel uda. |
|