Keth |
Mistrz Gry |
|
|
Dołączył: 30 Sie 2007 |
Posty: 4663 |
Przeczytał: 0 tematów
|
Skąd: Nibylandia Płeć: Mężczyzna |
|
|
 |
 |
 |
|
Następnego dnia, kościółek przy wsi Mrukowo
Czwórka szlachciców nadjechała w wolnym tempie zaniedbaną drogą wiodącą z Mrukowa ku Rycerce, spoglądając mocno znudzonym wzrokiem na niskie drewniane chaty kryte słomą i bielone wapnem ściany, na brudne obejścia, po których kręciły się stada domowego ptactwa, na koszących trawę na łąkach chłopów, którzy na widok konnych przerywali pracę i wsparci o kosy śledzili ich podejrzliwymi spojrzeniami. Ciągnący za jeźdźcami orszak zbrojnych hajduków w barwach sędziego Kmity budził powszechny niepokój, chociaż miejscowi musieli już wiedzieć, że wszędzie w górach herbowi uganiali się za zbójnikami.
Kościółek z daleka przyciągał uwagę przejezdnych, bo chociaż ukryty był w kępie rosłych świerków po przeciwnej stronie Mrukowa, świeżo wyremontowany dach świątyni lśnił w promieniach słońca bielą nowiuteńkiej ciesielki. Pan Tomasz wstrzymał konia opodal opłotków, zawrócił go w stronę swych milczących kompanów zatrzymując i ich.
- Czas nam rozstrzygnąć teraz, co właściwie ucznić chcemy z tym harnasiem – powiedział zerkając jednocześnie znacząco w stronę ciągnącego na tyłach hajduków Mikołaja. Ponury zausznik sędziego od chwili wyruszenia z Rycerki dopytywał się herbowych, czego właściwie chcieli w Mrukowie szukać i widać było, że nie kupił do końca wymyślonej naprędce przez Tomasza rozmowy z miejscowym proboszczem.
- Harnaś ma czekać w kościele, ale przecie musiał wystawić czatowników po drodze. Jak podjedziemy pod kościół całą zgrają, jeno kurz po nim opadnie, nic więcej nie ujrzymy. A jak go wcześniej zrządzeniem losu Mikołaj zoczy, wraz stracimy zwierzchnictwo nad tym oddziałem, bo to przecie sędziowskie pachołki, na nikogo się nie obejrzą, byle tylko panu swemu się przysłużyć, a i kiesę nagrodą nabić.
- To jeno rozmawiać z nim będziemy czy bierzemy zbója w łyki? – zapytał wsparty o kulbakę Gustaw, popatrując bacznie na Krzysztofa i Radosława, gorących orędowników paktowania z Komodą – Bo słusznie pan Tomasz prawi, że jeśli jeno rozmowa nas czeka, to trzeba tych pachołków gdzieś tutaj ostawić, niechby się i na łące wyciągnęli na słoneczku, byle dalej za nami nie jechali, bo harnasia ze szczętem spłoszą.
- Dajcie pozór, Mikołaj tu jedzie – syknął nagle pan Tomasz, spoglądając ponad głowami zwalniających kroku hajduków na sędziowskiego szpiega. Mężczyzna podjechał do naradzających się półgłosem szlachciców, przechylił się ku nim w siodle markując zainteresowanie opłotkami Mrukowa, ale jego oczy skierowane były porozumiewawczo ku rozciągającemu się na pobliskich zboczach iglastemu lasowi, z którego chwilę wcześniej cała grupa wychynęła.
- Pewnie waszmościów wieść zaciekawi, że ktoś za nami ciągnie – powiedział cicho hajduk – Jeden albo dwóch chłopa, ale sprytni są, dobrze się w gąszczu chowają. Jak się las urwał, pewność żem zdobył, bo przez chwilę łby wystawili z paproci, ale się nie poważyli łąkami za nami ruszyć, pewnie z obawy, że ich łacno wypatrzymy.
Szlachcice wymienili między sobą zaalarmowane spojrzenia, uświadamiając sobie znienacka powagę sytuacji. Jeśli czatownicy Komody szli za nimi lasem od dłuższego czasu, być może zdążyli już ostrzec harnasia przed herbowymi nadciągającymi w asyście orszaku zbrojnych i zbójnik już siedział w jakiejś ze swoich kryjówek. A jeśli nie byli to ludzie Komody, pozostawała nieznaną odpowiedź na pytanie, kto żywieckich posłańców śledził? |
|